W połowie lat sześćdziesiątych na plaży w pobliżu Los Angeles Jim Morrison zaśpiewał Rayowi Manzanrekowi
napisaną przez siebie piosenkę “Moonlight Drive”:”Popłyńmy do księżyca/ Tak,tak/ Wdrapując się na fale
przypływu/ Na wskroś zmierzchu, który okrywa śpiące miasto”. Po tych słowach,będących także echem
fascynacji Morrisona zmysłową liryką Kennetha Rexrotha, w której wersy” księżycowy blask wypełnia
twoje oczy” zdarzają się często, doszło do powstania The Doors. Nazwę grupy przyszły idol przejął
z rozprawy filozoficznej Williama Blake’a. Zapoznał się z nią, kiedy wertował rozprawkę Aldousa
Huxleya ” The Doors Of Perception”. Rozpoczęły się nagrania i koncertowe szaleństwa , a rozpoetyzowany
buntownik dość szybko przeistoczył się w nihilistę. alkoholika, narkomana i clowna. Tak też go przedstawia w swoim epickim obrazie” The Doors” Oliver Stone.

Pozostała legenda, muzyka i świetne teksty. Właśnie oparcie buntu na tradycji literackiej przez
Morrisona zapewnia trwałość jego sztuce. Studiował na uniwersytecie w Los Angeles i był starannie
wykształcony. Dość wcześnie zapoznał się ze “strumieniem świadomości” w powieści Jacka Kerouaca ” W drodze”,w której pisarz Sal Paradise jest entuzjastą jazzu, alkoholu ,narkotyków, wolnej miłości i wrogiem wszystkiego, co kojarzy się z establishmentem. Zaintrygował go panseksualizm w poezji Franka O’Hary i walijskiego mistrza mowy wiązanej Dylana Thomasa.Identyfikował się z krytyką tradycyjnej moralności w dziełach Friedricha Nietzchego czy Zygmunta Freuda. Wymienione fascynacje literackie będą miały przemożny wpływ na jego wiersze i tekst piosenek. Ale nie tylko te. W “The End” Morrison pisał:” Podszedł do drzwi/ Zajrzał do środka/”Ojcze”/Tak synu?”/ Chciałbym Cię zabić”/”Mamo, chciałbym…/.
Jest to nawiązanie do “Króla Edypa” Sofoklesa i tragicznego losu władcy Teb,Jokasty i Lajosa; wszyscy
jesteśmy błądzącymi ślepcami pod jarzmem fatum.W innej piosence jakby dopowiadał do “The End”:”ludzie
rodzą się choć bezkres nocy trwa”. Przypomina to Samuela Becketta i ” kobiety zawsze rodzą nad
grobem”. Wiele lat po powstaniu utwory The Doors nie starzeją się właśnie ze względu na rock’n'rollową poezję i powiązania z różnymi nurtami literackimi m.in Beat Generation i tzw. szkołą nowojorską O’Hary i Larry Riversa. Poza tym wszystkim sam Jim Morrison uważał się bardziej za poetę aniżeli muzyka.

W filmie Olivera Stone’a jest scena ,kiedy Morrison pijąc z przyjacielem wyznaje:”Zmarł Jimi
Hendrix, zmarła Janis Joplin, teraz zalewasz się z numerem trzecim”. Ta przepowiednia sprawdziła się
w lipcu 1971 roku w Paryżu . Pozostał mit o niszczącym samego siebie Edypie-Morrisonie i wyjątkowe
piosenki.Czasami ich słucham.

My mieliśmy swoje “Erotyczne immunitety” Marzeny Domaros i seksaferę,Włosi “bunga bunga”( nazwa podobno
od ksywy niemieckiej aktorki Sabine Began, przyjaciółki Berlusconiego), Francuzi teraz borykają się
z nową aferą byłego szefa MFW Dominique Strauss-Kahna.Oskarżony jest o stręczycielstwo i organizowanie
orgii z prostytutkami w Paryżu i Waszyngtonie. Ta sprawa może być jednakże przyczynkiem do poważniejszej
dyskusji o świecie polityki.

Wiadomo,że każda władza w mniejszym lub większym stopniu deprawuje.U nas sprzyja też
temu wodzowski styl życia partyjnego. Wódz nagradza za prawomyślność i karze za jej brak.Jednocześnie przyciąga na swój lep indywidua zdolne do konformizmu i depersonalizacji.W zamian za diaboliczny cyrograf otrzymują jakiś udział w rządzie duszami. Godzą się na wierutne kłamstwa, obrzucanie adwersarzy błotem i ledwie skrywany cynizm .Tłumaczą to tym,że polityka to tzw. gra drużynowa.Bywa że, przenoszą zdeprawowanie i brak zasad na relacje osobiste, bo nie da się siebie zbytnio rozdzielić. Z czasem pogrążają się w nieformalnych układach i tworzą oligarchie;to sprzyja poczucie bezkarności. Dalej jest tylko przekraczania coraz większych barier moralnych ,coraz bardziej wynaturzone pokusy.Także wobec
urodziwych pań.Władza jest jak afrodyzjak.

Świetnie diagnozował to Witkacy nazywany za swoje przepowiednie przez Konstantego Puzynę” kasandrą z Pacanowa”. W “Kurce wodnej” wodzem będzie okrzesany cham Karbowski; podporządkuje sobie hamletyzującego inteligenta Edgara, który jest jedynie manekinem i marionetką. W proroczych “Szewcach” po rewolucji przywódca szewców Sajetan Tempe ulega wraz z otoczeniem całkowitej degrengoladzie moralnej;jest to
też nawiązanie do teorii krążących elit Vilfredo Pareto ( każda elita po dojściu do władzy ulega
demoralizacji i stwarza to warunki do przejęcia władzy przez opozycję,która też podda się okrutnemu czarowi Sodomy i Gomory). Nad wszystkim jednak zapanuje wszechbaba księżna Irina Wsiewołodowna Zberażnicka-Podbierezka.( teraz utożsamiana z gwiazdą telewizji Barbarą Guerrą lub modelką Ruby z “bunga bunga”). Warto też przypomnieć,że kontynuacją wizjonerstwa Witkacego było “Tango” Mrożka; tu nieokrzesany cham Edek obróci w pył marzenia idealisty Artura. Notabene, po 1989 roku Mrożek napisał kilka szkiców o pokoleniu Nowych Edków, które teraz stanowi elitę tego kraju. Równocześnie psycholog społeczny Jacek Santorski zastanawiał się nad fenomenem homo politicus; napomknął ,iż garną się do polityki w większości osoby o skłonnościach psychopatycznych. Odczuwające przyjemność z posiadania władzy nad innymi ludźmi.Teza dyskusyjna, na zasadzie kija w mrowisko. Ale też warte jest to zastanowienia.

Obecnie polityka nie musi być moralna, lecz-jak głoszą makiaweliści- skuteczna. A w dobie
istnienia demokracji telewizyjnych ważny jest wizerunek i socjotechnika. Umiejętność autokreacji i manipulowania nastrojami społecznymi.W kręgach politycznych funkcjonuję więc spece od tworzenia golemów na użytek mediów.Taki sztuczny produkt, zachwalany przez usłużnych lub sprzedajnych dziennikarzy, poddawany jest procedurze wyborczej. Przypadki Leppera czy Palikota udowadniają, że metoda jest nader opłacalna. Przy okazji politycy stają się zakładnikami mediów; dzięki” czwartej
władzy” mogą być na szczycie lub boleśnie upaść. Zatem z mediami także muszą się układać i być może jest to czasami niezbyt piękna symbioza. Były poseł SLD Jerzy Dziewulski, kiedy nagłaśniano seksaferę,
przypominał,że część czołowych dziennikarek zdobywa newsy sypiając z politykami z pierwszych stron gazet.
a ci mają medialną klakę.Z oczywistych względów nie wymieniał jednak żadnych nazwisk.On również musi dbać o wizerunek i spokój ducha.

Polityka ma być zawsze służbą na rzecz społeczeństwa,powinna kreować mężów stanu Współcześnie stała się domeną nie mających skrupułów graczy.Przedstawianych z fałszywym konterfektem , rozmemłanych albo
skundlonych wewnętrznie. Możliwe ,że tak ma być. Świadomość tego nie oznacza jednak zgody na ten stan
rzeczy.

Coda (z Ezry Pounda)

Wiersze moje, dlaczego z taką napiętą ciekawością
przyglądacie się ludzkim twarzom?
Czy chcecie nazywać zmarłych wśród żywych?

Nadzieja

Pojąć od środka nerw każdego ze zmysłów,
Gorączkę uczuć, strzęp lub ostrze lęku.
I nie pytać tu nigdy:”Po co ?”,”Czemu?”
Kiedy już w końcu zapytać mi przyjdzie.

Z obrazów Bacello(III)

Słoneczną barwę znajdujesz wraz z otwarciem powiek.
Od teraz wszystko staje się chwilą idącą naprzeciw.
Lecz pośpieszne kroki ku innym prowadzą do Ciebie
nie obiecując nic w zamian, prócz wiary i powrotów;
z dziecięcym śmiechem, etyką Schweizera ,grą w kręgle,
kolacją w zwyczajnym Sfinksie i czatem z nieszczęściem.
Zapominaniem i uwikłaniem w dziesiątkach czynności.

Nocą w “Ciemnej stronie księżyca” szukasz radości muzyki,
jak też wspomnienia gniewu, rozpaczy, spokoju i śmiechu-
to źródło,moc słów i świętość psalmu.Bywasz też poezją.

Twórcy o homoseksualnych preferencjach wywarli ogromny wpływ na rozwój naszej kondycji duchowej.Wystarczy nadmienić o Leonardo da Vinci, Michelangelo ,a Szekspir w związku z sonetami także był podejrzewany o tego typu ciągoty. Można też wspomnieć o takich tuzach jak Oscar Wilde,Marcel Proust, Jean Cocteau i Francois Mauriac- rozdarty między zagorzałym katolicyzmem i skłonnościami. W sposób mniej lub bardziej zawoalowany dawali w pisarstwie upust temu, co było w nich naturalne, stanowiło istotną część ich życia.Ale starali się być nade wszystko twórcami, którzy w sposób uniwersalny głosili afirmację miłości. Tak samo jak wielkim poetą miłości w tym samym czasie był homoseksualista Konstandinos Kawafis. Literackie wystąpienie Klausa Manna zdarło owe woale. Przyczyniło się do powstania zupełnie odrębnego nurtu w literaturze i poniekąd także w sztuce.Pojawił się homoerotyzm.

W sukurs Mannowi przyszła, acz mimowolnie, działalność wybitnego psychologa Wilhelma Reicha
i jego książki “Psychologia faszyzmu” i “Rewolucja seksualna”. Reich był kontrowersyjny, budził
gwałtowne spory, niekończące się polemiki.Między innymi twierdził,iż jedną z przyczyn powstania doktryny nazizmu mogła być…impotencja Hitlera.W drugiej książce przekonywał, że moralność to zniewolenie
życia i negacja seksu,zaprzeczenie idei urzeczywistnienia prawdy w ludziach. Ba, moralność jest
przyczyną tego, że człowiek odczuwa potrzeby nazywane złem.Ten skandalista chciał wykazać, że
pokazywany przez Freuda konflikt między naturą i kulturą, między potrzebami człowieka
i moralnością ,nie jest odwieczny i ma jedynie charakter historyczny- można go przezwyciężyć.
Zaczął domagać się rewolucji seksualnej, a to co nazywamy rozwiązłością, libertynizmem
i czasami bardziej dosadnie….uczynił cnotą. Prace Reicha przyczyniły się do przełomu obyczajowego
po 1945 roku , zanikania stref niedomówień i tabu. Otwarcie o tym, iż jest gejem zaczął pisać Pasolini,
entuzjastycznie o biseksualizmie wyrażała się grupa Beat Generation i jej guru Allen Ginsberg.
Nadciągała rewolucyjna burza,o której tęsknił Reich i jego następcy.

W Polsce było inaczej.Obowiązywały zasłony dymne ,poczucie wstydu, lęk przed potępieniem.Przybierano
maski, a w prozie czy poezji często pojawiał się dwuznaczny “przyjaciel”. Tym określeniem
posługiwał się w “Firdku” Jerzy Waldorff, przez wiele lat żyjący z solistą baletu Stanisławem
Szymańskim, Julian Stryjkowski w “Leśnym spacerze” albo Jerzy Andrzejewski w “Teraz na ciebie
zagłada”, który przy okazji stwierdza ,że homoseksualizm w polskiej literaturze wiąże się także
z napiętnowaniem,mrocznością i śmiercią. W Argentynie doświadczał przygód z młodzieńcami Witold
Gombrowicz ( pisał o tym do Ernesto Sabato). On niejako przemycał wątki homoseksualne w “Ferdydurke”
gdzie Miętus pragnie za wszelką cenę “bratać się” z parobkiem Walkiem. Z kolei jego “Dzienniki”,
publikowane w paryskiej “Kulturze, w której Jerzy Giedroyć i Józef Czapski stawiali wyłącznie
na mężczyzn w życiu uczuciowym, zawierają opisy wypraw do Retiro ,dzielnicy Buenos Aires, pełnej
niedorosłych chłopców.Pełny kamuflaż stosowali także Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Zawieyski ,
nawet Maria Dąbrowska, której wieloletnią towarzyszką życia była Anna Kowalska.

Można pokusić się o konkluzję,iż polską literaturę cechowała zawsze w tym względzie niechęć do nazywania rzeczy po imieniu.Zmiany po 1989 roku spowodowały również diametralny przewrót w obyczajowości Polaków.Symptomem tego jest otwarta literatura homoerotyczna ze szlagierową powieścią Michała Witkowskiego “Lubiewo”. Paradoksalnie, żeby było śmieszniej, opublikowaną na początku IV RP.

Zachowuję Twój cień. Także nerwowe poruszenie
dłoni, miękkość dotyku i przenikliwość oczu.
I bicie serca niczym czasu nagłe spiętrzenie
w każdej sekundzie, do której nie ma powrotu.
Ocalę Twój cień. I sam w nim się odmienię,
i w tym ,co jutro stanie się tylko wspomnieniem…

Bodajże jeszcze w poprzednim wieku Janusz Drzewucki opowiadał mi, że znakomity malarz, Zdzisław Beksiński, tworząc apokaliptyczne wizje, słuchał w pracowni ostrego punk rocka i dopiero, jak przyjeżdżała na wywiady telewizja, rozlegały się tam kompozycje Ravela czy Kilara. Nie porównuję się w żaden sposób z Beksińskim, ale też przychodzi mi coś smętnego pisać przy Led Zeppelin i “Physical Graffiti”, King Crimson z “Red”, zdarza się też Nirvana głosząca “Nevermind” pod wpływem “Smeels Like Teen Spirit”, w którym pobrzmiewa już jak tragiczna przepowiednia: “Przyszliśmy więc nas zabawiajcie/ Czuję się głupi i zaraźliwy…Proroctwo Cobaina osiągnie później pełnię.

Legendarny lider grupy Warsaw, a potem Joy Division, popełnił samobójstwo w maju 1980 roku podobno pod wpływem filmu “Stroszek” Wernera Herzoga. Ten obraz – oglądałem go będąc jeszcze dzieckiem poszytym – jest o podwórkowym grajku, małym alkoholiku, który ośmiela się zadawać od dawna lekceważone pytania: gdzie jest szczęście? Jak je osiągnąć? Stroszek trafia do Ameryki, a tam świat jest kolorową zabawką. Wrzucisz monetę i ukazuje się tańcząca kura. W poszukiwaniu ziarna wkłada dziób w mechanizm; włączają się wtedy muzyka i lekkie impulsy elektryczne w płycie na której stoi zwierzę. Muzyka jest coraz żywsza, weselsza i kura coraz szybciej tańczy – drażniona elektrycznością. Tresowane zwierzęta wprawiają w ruch grającą maszynkę, z której nie umieją się już wyrwać. Stroszek sprzeciwia się temu popełniając samobójstwo, to samo zrobi Curtis przed wielkim cyklem koncertów Joy Division w Japonii. Próbowała nie być “tańczącą kurą “Whitney Houston; skończyło się ucieczką w alkohol i heroinę. U nas takiego drobiu zatrzęsienie, ale mam wrażenie, że ta rola im odpowiada. Anonsowany jest nabór na wspaniałe “tańczące kury” w “X-Factor”, cała ferma gdacze w “Tańcu z gwiazdami”.
Przypadki Stroszka i Curtisa był znane liderowi Nirvany. On także obawiał się, że przeistacza się w “tańczącą kurę” i zaczął pod wpływem femme fatale Courtney Love zamykać się w narkotycznych, sztucznych rajach. W “Dziennikach” Kurt Cobain ma świadomość, że Ameryka to kolorowa i okrutna zabawka. A także kraj: “Żarłoków – prymitywnych, rozbuchanych konsumentów, prezentujących kult siły i męskiej zaradności, rasistów i seksistów, potomków pojebanych psychopatów, którzy stworzyli mit Dzikiego Zachodu”. I narzucają te wzorce innym w ramach amerykanizacji kultury. Pisał też, że pragnie odrzucić popularność, zanim się ona pojawi. Nie tęsknił za życiem sztucznym, sterowanym przez show biznes. Nie chciał być wytresowany jak królik lub kura, grająca na gitarze. Czuł się w tym całkowicie samotny, niezrozumiany, a nie miał przy sobie, jak Stroszek, szklanej kuli czy gadającego szpaka.

Kurt Cobain zastrzelił się 8 kwietnia 1994 roku w Seattle, mieście “generacji X” i bezsenności Toma Hanksa. Ciało odnaleziono po trzech dniach. Wcześniej pisał; “Przyszliśmy, więc nas zabawiajcie”, lecz sam nie chciał być zabawką dla tłumów. Nawet dobrze opłacaną ” tańczącą kurą”. Ale do “Smells Like Teen Spirit ” warto wracać, choćby dla refleksji i przestrogi. Bez aplauzu i świecących fajerwerków, świat może być równie fascynujący w nas samych. I jak to pisał Cobain; ” Ze zgaszonymi światłami jest mniej niebezpiecznie”.

Wieczór zapadał w głąb jak w murach Kolegiaty,
Odra zewsząd teraz nęciła swoją ziemnistą tonią,
A przy załamaniu światła szkliły się jej oczy,
Ucichł skrzek kruków i słyszałem wyraźnie głos
Z miejskich targowisk próżności, spazmu i nostalgii.

Tak, w tej scenerii będziemy dalej żyć i umierać,
Nie rozumiejąc wagi słów ani też ciężaru milczenia,
Pozornie zadufani i kłamliwi, zawczasu zgorzkniali,
Dalecy, wbrew rozsądkowi, od spokoju przebiegłego losu,
Który coraz częściej zagląda w nas i powiększa małość,
W cieniu nazywanym tutaj przez nas jedynie samym sobą.

Tak, umrzemy
Jak jeszcze żyjemy,
Na przekór sobie.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

U piłkarzy jak i w innych środowiskach. Można ich dzielić na lujów, ćwoków, rzezaków, tępusów, rybusoidów z agencji towarzyskich, członków sekt kuku na muniu, ale też na normalnych zjadaczy chleba, wrażliwców, również tych z zacięciem literackim i artystycznym. Zdarzają się tacy nawet w prawie galaktycznym Chrobrym Głogów. Kilka lat temu grał w tej słynności Jarosław Helwig, który obecnie jest autorem prac historycznych i obiecującym rysownikiem.

Największe skupisko nietuzinkowych piłkarzy i ciekawych osobowości można zauważyć na Półwyspie Iberyjskim, a szczególnie w FC Barcelona. Występujący w tym klubie Francuz Ludovic Guily, to również autor ciekawych tomików poezji. Niedawno ukazała się książka grającego do 2008 roku w Barcelonie Presasa Oleguera “Droga do Itaki”. Jest przepełniona publicystyką polityczną; zawiera antyglobalizm,lewicowość i potrzebę walki o odrębność kulturową, niezależność Katalonii od Hiszpanii. Oleguer głośno mówi o tym, z czym identyfikuje się większość fanów Barcy. Z tej przyczyny wszystkie batalie z Realem Madryt mają podtekst polityczny i są też wyrazem tęsknot do 1936 roku, kiedy to Katalonia była de facto niepodległym krajem. Zresztą, podobny charakter mają poczynania Athletico Bilbao; w tym klubie mogą grać jedynie Baskowie, a czasy istnienia wolnej Republiki Euzkadi budzą wśród nich rozrzewnienie. Josep Guardiola lubi inteligentnych graczy. U największego konkurenta gwiazdą jest piękniś Cristiano Ronaldo, chełpiący się tym, że nic nie ma sensownego do powiedzenia na żaden temat, a naukę pisania i czytania traktuje jak zło konieczne. Bywa i tak…
W tamtym roku pojawiła się na rynku “spowiedź” byłego piłkarza Barcy, a teraz zaciężnika u Berlusconiego w AC Milan “Jestem Zlatan Ibrahimović”. O książce Szweda niewiele można dobrego powiedzieć. Może miała przeciąć spekulacje na temat jego rzekomego romansu z obrońcą Gerardem Pique, kiedy ten miał zaręczać się z kolumbijską piosenkarką Shakirą.

Wielką osobowością jest niewątpliwie Francuz i gwiazdor Manchester United, Eric Cantona ( kopał w tym klubie …również kibiców do 1997 roku). Poeta, malarz, aktor poruszającej sztuce o umieraniu Nathalie Saugeon “Wobec raju” i autor książki “On, ona i inni”, która zawiera fotografie o ludzkiej nędzy, życiu na skraju śmierci głodowej. Cantona był zawsze niesforny, miał niewyparzony język. W swojej sztuce także stara się być bezkompromisowy. Ponadto jest gruntownie wykształcony. Uwielbia wiersze Ezry Pounda i powieści Hermana Hessego, łącznie z kultowym “Wilkiem stepowym” – to mu się chwali. Szkoda, że w Anglii nie ma już takich piłkarzy jak Cantona. Wzorcami są kurewicze Ashley Cole, Wayne Rooney, Ryan Giggs czy John Terry, znani wyłącznie ze skandali obyczajowych i upokarzania najbliższych (Giggs przez wiele lat sypiał z żoną brata).

W Danii w 2009 roku ukazało się książkowe dziełko Arkadiusza Onyszki, “Fucking Polak”. Można je traktować jako zapis frustracji człowieka, który w tym czasie bywał podobno damskim bokserem. Obecny bramkarz Polonii Warszawa napisał o swojej nienawiści do gejów, niechęci do zbyt tolerancyjnych i otwartych na wielokulturowość Skandynawów, wspomniał, że Pater Schmeichel nie byłby tak wybitnym bramkarzem Manchesteru United,gdyby nie ojciec Bolesław i pulsująca w duńskim olbrzymie krew polska. Pisanina Onyszki w istocie ksenofobiczna i trącąca ideami z czasów Obozu Wielkiej Polski. Utrwala także pewien stereotyp o Polakach. Powiedzmy szczerze; dość paskudny.

Piłkarze nie wywodzą się wyłącznie z Młotkowa. Ale jeszcze musimy poczekać na jakąś sensowną książkę kopacza znad Wisły. Nadzieja w tym, że niedługo gwiazdą Lecha Poznań będzie syn Bacello i najpewniej napisze kilka mądrości. Ale to melodia, może pieśń przyszłości.

W połowie lat sześćdziesiątych, przyszły wirtuoz fortepianu, Keith Jarrett, trafił do Nowego Jorku. Tutaj w klubach zetknął się ze zbuntowanymi bitnikami spod znaku Allena Ginsberga i jazzem. Dość szybko zauważył go Miles Davis i rozpoczęła się od 1969 roku dwuletnia współpraca.  Jarrett nie był jednak zapalonym entuzjastą elektronicznego brzmienia zespołu wspaniałego trębacza. Odszedł, bo zawierzył instrumentarium akustycznemu, które ma w sobie nieodkryte, niemierzone możliwości. I przy skromniejszych środkach ekspresji więcej w nich refleksyjności i więcej subtelnej poezji. Przede wszystkim poezji.

Ten artysta jazzu wydaje w 1975 roku  “The Koln Concert ” z niezwykłą, genialną muzyką. Wciąż jej słucham i nie sądzę, żeby kiedykolwiek przyszło jakieś znużenie (Bezik też te nuty uwielbia). Jego fortepian, wśród pomruków i aplauzu publiczności, wygrywa szmery strumienia, wielkomiejski zgiełk i podążanie mężczyzny za krokami ukochanej kobiety , tęsknotę i przemożne pragnienie miłości. Jego liryzm przynosi też inne skojarzenia muzyczne. Z grą Bo Stensona na “Dansere” Jana Garbarka i z  “My song”, “Luminessense” – te płyty romantyk z kraju fiordów nagrał właśnie z Keithem Jarrettem – z rockowymi brzmieniami francuskiej grupy Aaron i Tori Amos.

Miewam także literackie odniesienia do koncertu w Koln. Często, może ze względu na podobieństwo nazwisk, do wierszy znakomitego Randalla Jarrella z tomu “Mężczyzna spotyka kobietę”.  A są w nim wersy szeptane i wykrzykiwane przez tą muzykę : “Jest we mnie jakby odciśnięta/ Ta postać do której biegnę, dziwna,/ Zapierająca dech sylwetka, ona szepcze : “Jestem twoja, bądź mój”. Tak, Jarret i Jarrell pojawiają się obok siebie. Co ciekawe, poeta odszedł z tego świata dziesięć lat przed tym koncertem.

Podobne nastroje, tropy i wersy odnajduję również u tego pianisty – połączył barok i be-bop z poezją-
w “Dark Intervals” i następnych albumach. Nękany depresjami wywoływanymi przez chorobę, Keith Jarrett ostatnią płytę “Testament” wydał w 2009 roku. Mam nadzieję, że wirtuoz z Allentown w Pensylwanii jeszcze niejednokrotnie zadziwi urodą nowych utworów.

Dzisiaj komercyjne i nieco absurdalne święto, bowiem dla zakochanych każdy dzień ich miłości jest niepowtarzalny i niczym sacrum. Ale ten dzień skłania również do refleksji, iż miłość jest tożsama z kobietą.I prawie wszystkie działania artystyczne powstają pod wpływem miłosnych uczuć do kobiet lub wtedy, kiedy mężczyzna próbuje udowodnić swojej muzie, że jest coś wart.
Jednakże życie u boku artysty nie jest łatwe. Trzeba pogodzić się z jego egocentryzmem i manią wielkości, fanaberiami, brakiem przewidywalności, nawet neurozami. Bycie muzą, kochanką, a przede wszystkim żoną takich ludzi, wymaga heroizmu i szczególnej miłości; niezwykle mądrej i pełnej wybaczenia.

Bohaterka opowiadania Antonio Tabucchiego “Czekając na zimę”, jest wdową po słynnym pisarzu, która po pogrzebie wraca do domu i rzuca w płomienie jego manuskrypty powtarzając w duchu: “Biedny głupiec”.
Mogłaby tak samo uczynić Katia Mann, towarzyszka życia Tomasza i matka innych pisarzy Klausa i Golo. Niezwykle inteligentna zrezygnowała ze swoich ambicji i wspierała przez całe życie literacką karierę wręcz egotycznego męża. Musiała przeżywać piekło uczuciowe, kiedy Tomasz i syn Klaus uganiali się za tym samym młodzieńcem Klausem Hauserem. Przed śmiercią, twórca “Czarodziejskiej góry” wymógł na niej, że dopiero 20 lat po jego odejściu opublikuje wspomnienia; liczył, że aż tak długo nie będzie żyła. W wieku 90 lat Katia ogłasza “Moje nienapisane wspomnienia”, które odsłaniają skalę jej wielkiego literackiego talentu i wręcz autodestrukcyjne poświęcenie dla noblisty. Część z jej dylematów przeżywała także Anna Iwaszkiewicz, albowiem Jarosław często kończył dnie w ramionach osobistych kierowców bądź kamerdynerów. Pisze o tym Miłosz w “Dzienniku myśliwego”.

Inne problemy były udziałem Gali żony Salvadora Daliego ; dla malarza porzuciła poprzedniego męża, poetę Paula Eluarda. Otóz Daliemu codziennie coś ekstrawaganckiego przychodziło do głowy. W ich domu w Port Ligat, przylepiał do sufitu i ścian skórki chleba albo układał na dywanach i meblach ślimaki, których śluz robił trwałe ślady. Gala postawiła po tych dziwactwach Hiszpanowi warunek; może używać w mieszkaniu jedynie takich materiałów, które nie psują się i nie niszczą wnętrz ani sprzętów. Gala posiadła konieczną umiejętność żon artystów; utrzymywania fantazji w karbach rozsądku.

Nora Bernacle, żona Jamesa Joyce’a, nie rozumiała, być może, niczego z twórczości męża. W tym z “Ulissesa”, chociaż w tej powieści była pierwowzorem Molly. Nie była intelektualistką, co bardzo Irlandczykowi odpowiadało. Nora była do rodzenia dzieci, sprzątania i wyciągania kompletnie pijanego Joyce’a z knajp Triestu. Jej przypadek potwierdza tezę, że wielu artystów wybiera na żony kobiety, które nigdy nie będą ich równoprawnymi partnerami w związku. Mają być wobec egocentryków usługowe i wielbiące.I najlepiej jak mało i rzadko mówią.

Wielu twórców wychodzi z domu po papierosy i wraca … po pół roku. Niewątpliwie dotyczy to również Edwarda Stachury. Przyjeżdżał z żoną Zytą Oryszyn, notabene świetną tłumaczką prozy Trumana Capote’a, do Doliny Dzwonów i bywali często w Kotli u Czopików; wspominał o tym w listach do Mieczysława Czychowskiego. Pisząc “Siekierezadę”, Stachura nazywał Zytę czule Gałązką Jabłoni, jednakże jego włóczęgostwo i niespokojny duch, szukający całej jaskrawości- musiały przyczynić się do rozpadu związku i rozwodu. Bywa więc, że niektóre żony nie wytrzymują etosu artystycznych uniesień i wędrówek.

Naprawdę niełatwo jest być żoną artysty. Jednak bez żon i muz, czasami ukochanych, nie byłoby artyzmu. Nie byłoby nagłych odkryć, zadziwień i zachwytów nad magią kobiecości, nie byłoby poezji( od “poiein”- czynić magię), całego majestatu i szaleństwa sztuki.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.