Jeszcze raz o Hiobie – esej o poezji Aleksandra Wata. (1)

Niniejszy esej jest częścią, wydanego w 2001 roku, zbioru esejów Marka Sienkiewicza na temat polskiej poezji współczesnej, pt. „Długi (Drugi?) oddech klasyki (Szkice o poezji). Copyright ISBN 83-88327-23-2.

Jeszcze raz o Hiobie

W maju 2000 roku minęła setna rocznica urodzin Aleksandra Wata ( prawdziwe nazwisko: Chwat), jednego z tych nielicznych pisarzy, których twórczość trudno w jakikolwiek sposób przecenić. A jego tragiczny, pełen skomplikowanych zwrotów światopoglądowych życiorys i mimo wszystko niezłomne trwanie przy pryncypiach moralnych, musi budzić szacunek nawet u tych osób, które są niezbyt skore cenić jego dorobek literacki. Następuje również renesans zainteresowania postacią pisarza, który wielokroć sam siebie nazywał Hiobem. Wśród sporej rzeszy entuzjastów jego dzieła literackiego narodził się pomysł zamknięcia roku 2000 wystawą w Bibliotece Narodowej pod wielce znamiennym tytułem: Wiek Wata”. Mottem tej wystawy ma być zdanie Czesława Miłosza: „Na całej ziemi nie było poza Watem ani jednego człowieka, który by tak  właśnie doświadczył stulecia, jak on i tak jak on odczuwał”.

Sadze, że Wat wiedział jak tragiczny los może być jego udziałem. Także za sprawą poezji. W Dzienniku bez samogłosek” zawrze niepoetycką, w znaczeniu ściśle literackim, ars poetica:

” Historia poezji poucza, że nie zawsze współczesnym łatwo było odróżnić wielkiego poetę od setki niemych kopistów. Ale są różnice istotne: obowiązywały dawniej kanony i rygory rzemiosła łatwo uchwytne: rzeczą poety było fascynować, zarażać wzruszeniem, przekazać myśl logiczną ,dyskurs,” przedmiot”. Dziś (to znaczy od lat bodaj stu) to wszystko jest skompromitowane, stare i zużyte, straciło sens istnienia. Myślę, że jedynym dziś kryterium jest twarz poety, to znaczy osobowość i los, rzecz niestety spoza pisanej poezji. Jedynym uchwytnym gwarantem jest szczerość – właściwość tedy moralna. I cena, którą poeta zapłacił sobą za wiersz, sprawa biografii, która według krytyków, nie powinna nikogo obchodzić”. Właśnie biografia, los, prawość. A dopiero później wiersze….

I. Krzyk Hioba

Pierwszy monografista pisarza Tomas Venclova w wydanej na Uniwersytecie w Yale w 1996 r. książce „Aleksander Wat. Obrazoburca” nazwał jego związki z ruchem futurystycznym „obrazoburstwem zrozpaczonym'”. Faktycznie tom prozy poetyckiej „Ja z jednej strony i Ja z drugiej strony mego mopso-żelaznego piecyka’ jest wyrazem frustracji i buntu. Wówczas Wat całkowicie identyfikował się z manifestu „GGA”, który wszem i wobec obwieszczał, że cywilizację i kulturę należy wyrzucić na śmietnik, a wartość kobiety polega na jej… płodności. Było to jednak wynikiem rozczarowań natury filozoficznej, utratą wiary w sens i znaczenie poznania. Towarzyszył temu przekorny, prowokacyjny witalizm. Później przyszło ” Heglowskie ukąszenie” i zaczadzenie ideologią komunizmu, co było charakterystyczne dla wielu futurystów. Wat powtórnie staje się „obrazoburcą” wyrzekając się całkowicie związków z judaizmem i powinowactwa z historią swoich przodków. Po tzw. prowokacji lwowskiej razem z W. Broniewskim trafia na Łubiankę, przechodzi gehennę na sowieckiej ziemi znosząc głód i poniewierkę w Ałma-Acie, Saratowie, Taszkiencie. Przeżycia więzienne doprowadzą do przełomu duchowego: poprzez obcowanie z Biblią, dziełem „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza Kempisa porzuca resztki iluzji co do komunizmu i staje się człowiekiem wierzącym. W ” Moim wieku” napisze, że Pan Bóg był dla jego duchowości realniejszy od Stalina i miał poczucie, że dopełnia się jego duchowy los. Sądził, że musiał poznać do końca ból i upodlenie, by spojrzeć na świat przez pryzmat jasności i dobra. Uwierzył w esencję. W możliwość istnienia Raju Utraconego pośród tylu zbeszczeszczonych, zburzonych świątyń.

Niewątpliwie myśli literackiej Wata często patronuje Pascal U niego nawrócenie nastąpiło 23 1istopada 1654 r., a obrazuje to pisana na gorąco notatka „Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa…”. Podobną iluminację przejdzie na Łubiance Wat, kiedy w ciągu jednej nocy objawił mu się jeden i niepodzielny Bóg. I dojdzie do wniosków, rozwijanych później na kartkach „Dziennika bez samogłosek”: „Życie moje chybione? Jeżeli nie ma Boga, to każde życie jest chybione. Jeżeli jest, to żadne nie jest chybione.”

A w „Inwokacji” napisał:

Jak długo jeszcze wytrzymasz

moje biedne ciało?

Jezus jest twoim Bogiem

cierpiące ludzkie ciało.

(…)

Dano ci nadzieję zmartwychwstania

błogosławione ludzkie ciało.

w radość wiekuistą

ciesz się ciało,

bólu. Wiekuistego.

Ale ta konstatacja nie uchroni go od częstych wahań i rozterek, wiążących się ze straszliwą chorobą, która dosięgła go już po wojnie. Wat zachoruje na zespół opuszkowy Wallenberga, przynoszący ustawicznie obezwładniający ból, formowany w mózgu, rzutowany przez mózg na całe ciało. Poprzez pracę pisarską, udział w życiu towarzyskim, próbował przez wiele lat poniżać ból, ale zarazem ogrom udręk i cierpienia, przytłaczał go często spychając wiarę w niebyt, pozbawiając cienia Boga. Trzeba jednak wyrażnie zaznaczyć, że postrzegał on swoją chorobę jako zjawisko przede wszystkim metafizyczne. Była pokutą i męczeństwem, a do tego posiadała wymiar ponad osobisty, ponieważ stanowiła figurę egzystencji współczesnego świata. To ostatnie nieszczęście pogłębia w nim uczucie Hiobowego losu. W zapiskach z Berkeley z 1964 r. znajdzie się takie zdanie „Ja mistyk, Hiob w sowieckiej nędzy”.

Hiob jawi się nam jako ofiara zakładu Pana z Diabłem. Zakładu, który ma dowieść boskiej mocy w przestrzeni człowieczej wiary. Jednakże przypadek Wata może świadczyć o tym, że rację miał Rene Girard pisząc w pracy „Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi” wysuwając tezę, że własne, ludzkie winy przerzucamy na barki surowego i jakoby pozbawionego litości Boga Starego Testamentu, a poniżenie i straszliwe cierpienia Hioba, jego samotność i obcość nie są bynajmniej dziełem Bożym, lecz wytworem ludzkiej wspólnoty. Hiob-Wat jest wszakże „kozłem ofiarnym” konfliktów politycznych, intelektualnych, artystycznych i religijnych mijającego stulecia, a jego krzyk to nieustanny krzyk ofiar. Pisarz miał zapewne świadomość tego stanu rzeczy: w Dzienniku bez samogłosek” zapisze, że zło, które jego i miliony dławiło za gardło, wynikało w gruncie rzeczy z niewiary, z przeciwstawiania się przez ludzi Bogu, który skrył się za nieprzeniknioną chmurą”. Ponadto, uznawał fakt, że jego Hiobowe doświadczenie nie jest jedynie osobistym dramatem, a doświadczeniem pokoleń, wśród których zawsze pojawiają się buntownicy stający się „kozłami ofiarnymi” niecnych ludzkich zamiarów, agresji i okrucieństwa..

Będzie to miało istotny wpływ na całą jego powojenną twórczość.

II.” Wiersze śródziemnomorskie”

Zapewne poezji autora „Wierszy śródziemnomorskich”(1962) patronują przede wszystkim Pascal i Kierkegaard. Sądzę, że kluczem do pełnego zrozumienia jego metody pisarskiej jest fakt, że po poznaniu dzieł św. Augustyna, Wat doszedł do wniosku, że istnieje tylko czas teraźniejszy-przeszły, bieżący i przyszły, a co za tym idzie, następuje pełna powtarzalność cyklów historycznych. To odkrycie całkowicie zmieniło sposób myślenia pisarza. Mógł czuć się spadkobiercą tysiącleci i traktować kulturę jako zbiór archetypów (podobnie jak Jung), jak pamięć pokoleń. Stąd u Wata odwołania do historii antycznej, mitologii biblijnej i greckiej, tradycji. Stąd częste podkreślanie ciągłości z wiekami minionymi. Daje temu wyraz szczególnie w „Pieśni II” ze zbioru, który napisał po ponad trzydziestu latach poetyckiego milczenia. Chodzi oczywiście o „Wiersze śródziemnomorskie” – śmiem twierdzić, że bodaj najwybitniejszy tom wierszy w ostatnim półwieczu w literaturze polskiej . Język hieratyczny, dykcja podniosła, przedmiot –
pretekstowy, ale służący do formułowania uniwersalnych prawd. We wspomnianej „Pieśni II” napisze:

„Zbrzydzony wszystkim co żywe oddaliłem się w świat kamienny: tutaj,

myślałem, wyzwolon, z góry a bez pychy będę oglądał tamtych rzeczy

zwichrzenie. Okiem kamienia, sam kamień, śród kamieni, i jak one czuły

pulsujący za słońca obrotem.”

Świat kamienny symbolizuje stałość i trwałość. Nie doświadcza cierpienia i śmierci, a ponadto jest to, prócz wieszczenia o konaniu świata doczesnego z jego względnością i nikczemnością, hymn pochwalny dla Prealpes de Grasse – ziemi urzekającego piękna, bujności i harmonii, w której kolory przekraczają wszelką możliwą paletę malarską- od wieków „pulsujące ze słońca obrotem”. Jest to jakże klasyczne pochylenie się nad urodą i doskonałością natury, pochwała piękna w samym środku rewolty antyestetycznej i kontrkultury.
W tym samym tomie znajdzie się niejako wiersz programowy, będący poetyckim wyznaniem wiary i zarazem próbą określenia celów pisania:

Błysnąwszy z tęczowych deszczów, skryłaś się

w kulę, ciemną po wierzchu, ale w środku racicami

wyiskrzoną światła, i tam w drzemaniu lat – czasów

zachodziłaś w pełnię, gwiazdo, by znów wypłynąć

na niebo przetarte oddechem fal i błogosławieństw

-teraz jakżeś promienna, zasado promienności.

(„Poezja”)

Głosił więc, że istota poezji winna się opierać na „zasadzie promienności” o której pisali już Homer, św. Augustyn czy Carl Gustaw Jung. Nie może ona
gloryfikować  immoralizmu i destrukcji, gdyż sama ulegnie, w dalszej perspektywie – autodestrukcji.
Wat w „Dzienniku bez samogłosek” podzielił się z czytelnikami dość brutalnym spostrzeżeniem: „Literatura z istoty swej jest plagiatowa”(gdzież są ci idioci domagający się od twórców oryginalności?!) i blisko mu do koncepcji estetycznych J. Marka Rymkiewicza. Nieustannie odwoływał się do wzorów. O swoim pobycie na zesłaniu pisał, szukając paraleli z etosem swojego narodu, naznaczonego pogromami, wygnaniem, tułaczką i niewolą:

Nad brzegami Babilonu siedzieliśmy strudzeni.

„Śpiewajcie!- krzyczeli nam dozorce –

Śpiewajcie a żwawo

(…)

Śpiewalibyśmy-

gdyby pieśń nasza była jadem!

Śpiewalibyśmy-

gdyby śpiew nasz był przekleństwem-

a nie radością, nie wolnością, nie błogosławieństwem!

Biblijny mit nie spełniał tutaj roli li tylko sztafażu. Poeta czuł jedność swojego losu z ofiarami najazdu Nabuchodonozora. Od 1962 r. przebywał na emigracji- wygnaniu, a w kraju bezkarnie atakowali go-przy pomocy kłamstw-Artur Sandauer i Julian Przyboś, będący na usługach i żołdzie „dozorców”. Autor „Wierszy śródziemnomorskich” nie popadł jednak we wtórność czy epigoństwo. Jego maestria techniczna i aluzyjność służyły wyrażeniu prawd powszechnych i uniwersalnych. A klasyczna fraza brała się poniekąd z przekonania, że poezja dawna góruje nad współczesną, a wszystkie próby, nawet najbardziej śmiałe, odkonwencjonalizowania mowy poetyckiej „wyczerpują się w tempie galopującym”, nie pozostawiając po sobie nic godnego uwagi (m. in. to było powodem, że od 1924 r. Wat milczał jako poeta). Poza tym Wat zalecał programową nieufność wobec bełkotu naukowców i plugawej mowy polityków (samo słowo „polityk” jest wulgarne). (Cdn)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s