Na krańcach Europy 3 (o literaturze Portugalczyków)

Zatem po rewolucji twórcy musieli rozprawić się z upiorami przeszłości. Najdobitniej
zaczął to czynić Antonio Antunes. Nim zajął się na poważnie pisarstwem, przebywał jako lekarz
wojskowy w Angoli, która do 1975 roku była kolonią Portugalii. Doświadczenia z tego okresu
przeniósł do powieści „Karawele wracają”. Do stolicy pisanej Lixboa ( piękny gnój) przybywają z Angoli portugalscy repatrianci i natykają się na wybudowany w Balem w czasach Salazara pomnik zamorskiej chwały Portugalii. Na dziobie granitowej karaweli są Vasco da Gama, Bartolomeo Diaz, Ferdynand Magellan. Teraz ich potomkowie wracają z trumnami i właściwie nikogo nie obchodzą. Podboje związane z eksterminacją, rabunkiem, krwią zawsze muszą przynosić klęskę zdobywcom-polityczną i moralną.

Największa powieść tego pisarza „Podręcznik dla inkwizytorów”, to w istocie miażdżąca rozprawa z takimi nacjonalistycznymi abstrakcjami jak ojczyzna, honor. W ich imieniu popełniono największe nikczemności. To szydzenie z autokracji i snów o potędze Portugalii . Opis dyktatury, w której brak wolności, rozpanoszenie się miernot i nuworyszy.
Triumf chciwości, kłamstwa, wszechobecna hipokryzja. Każda dyktatura-uosobiona w powieści
przez Doktora czy samego Salazara – zaraża złem wszelkie stosunki społeczne, choć głosi
pragnienie ich uzdrowienia. Nie ma człowieka czy grupy społecznej, których by Antunes w tej książce oszczędził. Pisarz w niejednym wywiadzie wskazywał na podobieństwo sytuacji w swoim kraju po upadku Salazara i Caetano do sytuacji w Niemczech po okresie nazizmu.

Antunes szyderstwem, ironią rozprawia się z narodowymi mitami. A samych Portugalczyków
częstokroć nazywa „dupami judaszowymi”. Niczym lekarz (jest nim także), poprzez terapię szokową, pragnie uzdrowić chore dusze mieszkańców kraju nad Tagiem. Autor „Karawele wracają”, w niejednym przypomina naszego Gombrowicza i jego rechot z napuszonych mitów Polaków w „Transatlantyku” albo „Dzienniku 1961-1966″. Jego książki to bezkompromisowa rozprawa z przeszłością i chwilą obecną Portugalii bez lukrowania czegokolwiek. Bez taryfy ulgowej i znieczulenia. A propos: wielu rodaków za to go nienawidzi.

Inny sposób na portugalskie upiory znalazła wybitna poetka Sophia de Mello, która po
rewolucji związała się z rządem socjalistów Mario Soaresa. Zawsze twierdziła, że życie
i poezja są nierozłączne, lecz jest też w niej stoicyzm, kobiece ciepło i skłonność do
mitologizowania „ja” i rzeczywistości. Posługiwanie się antycznym sztafażem, choćby
w tomie „Orfeusz i Eurydyka”. A także fascynacja naturą ; jej urodzie i stałości
przeciwstawia nietrwałość uczuć i idei. W de Mello nie ma tego gniewu,złośliwości, które znajdziemy u Antunesa.

Copyright by Marek Sienkiewicz 2011

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s