Elegia: dla Dylana Thomasa

Podstarzały pryk, rudy figlarz, strudzony sobą mag,
Gdy poemat jak dziki bluszcz stroi domów szczyty,
Druid z zielonych łąk i wzgórz, co nigdy nie chciał
Pogodzić się ze światem, lec w gnuśnej mózgu niszy,
Dbając o czar i kabzę, co dzień licząc zyski i straty,
Żyć na rachunek śmierci pośród pochlebstw sławy.

Śpiesznie odszedł. Odszedł nim pora Mag Meld nastała,
Zasnął na amen, na dobre przez ostatni sen zbudzony
W nieśmiertelnym szpitalu, we wnętrzu krzepnącej rany;
Nie dotarł od niego głos klątwy z arcy-głośnej ambony,
Który złorzecząc, wtryniał w serce innych dźwięki trwogi
Obiecując potępienie przez wieki i karzący palec Boga.

Wcześniej on, książę Walii, zapijał sny do nieprzytomności
Zbyt samotny, by kochać i dojść z poranną kobietą traktem
Do kresu nocy, zatracić się w łgarstwach tłumnych miłości,
Czerpiąc radość z każdego kroku, kiedy idziemy po omacku
I wciąż następny krok w ciemnościach nas pogrąża i woła,
Choć jasność widać tam, gdzie nikt ujrzeć jej nie zdołał.

Copyright reserved by Marek Sienkiewicz, 2011

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s