Na imieninach (z listów poetyckich)

Grudniowy ciepły deszcz. Pod wieczór uliczna lampa całuje światłem krople
na strzelistym świerku, uskakuje w mroczność bezdomny kot, wiatr ochoczo pobrzękuje
w szyby jakby chciał wejść. To także goście na Twoich imieninach.

Toasty, gwar i paroksyzmy śmiechu. Teraz mówimy do siebie spojrzeniami, we własnym języku, który jest tylko nam znany.I kochamy siebie jak swoje życie, jak część jedności
będącej życiem. Nie jesteśmy doskonali,nie wszystko potrafimy; chcę, żeby z podejrzliwości rodził się jedynie niepokój, chcesz, żeby z nadziei powstawała ufność i pewność na lata. Jeszcze chcemy.

Po wyjściu ostatnich gości zatapiasz się na chwilę w miękkości fotela, tyłem do okna.
Na stole pootwierane książki; historie się przenikają, wszędzie są u siebie.
Całujesz z wszędobylskim języczkiem. Mówisz : „Tak, chcę…”. Mówisz : „Tak,chcę,żebyś mnie mocno przytulił”
A może: „Ogień w nas nie zgasł „,” Nie mogę bez Ciebie…” Spotykamy się znowu w pełni siebie . Deszcz przestał padać, wiatr teraz dobija się do drzwi …

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s