Test 5 (fragmenty)

Pani M. żyła miłością w dwójnasób, ponad miarę.
Mężczyznę czyniła oddechem, snem bez pamięci
(Mając upodobanie do tego, co miłe i znane).
Czy próbowała go zatrzymać?! Kiedy odszedł?
Nie wiem, właściwie nigdy o to nie pytałem,
Gdy w mysiej wieży, za storą, do siebie łkała.

Dziś bez wzruszenia patrzy na jego poranną filiżankę
I stare fotografie; wraca też do rodzinnej Arkadii,
Do czarownego kartonu, w którym różowy welon babci,
Listy i sznury sztucznych pereł- z tym odcieniem magii,
Dzięki któremu znowu odnajduje dawną, ufną – siebie,
Nie wsłuchuje się – tak, dobry Boże – w unisono rany.

Tuli chochlikowego chłopca z tysiącami cnych marzeń,
(O szczęśliwej mamie, rowerze i grze w poznańskim Lechu)
Córkę, cichą, spokojną – daleką jeszcze od grzechu:
Dla nich poszukuje blasku, który tu duszę poprowadzi,
Przez bezdroża i cienie – niczym śpiewający Orfeusz,
Który słowem ni gestem wszak nigdy Eurydyki nie zdradził;
Pani M.napełnia głos radością z ich szeptów, treli i śmiechu.

Zmieniła się; ból ją uszlachetnił, a to rzadkie w istocie.
Lubię jej mądrość, żartobliwe ciepło wobec obcych ludzi.
Wiarę, że po pustce może jedynie być pełnia, a wkrótce potem
Żadne światło nie stanie się zwodniczą zaćmą lub iluzją.
Ona nie wyciąga ręki ku innym, żeby ją szybko zabrać z powrotem,
Zmieniła się; już młodość, która urzeka, chce do niej wrócić…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s