W półświcie

Bezikowi

Nocą chodziłem po mieście, w którym rzędy lamp i wiązów
( Ona czekała we śnie , żebym w pełni ją objął, zawładnął…)
I cień przechodnia rośnie niczym lękliwy szmer za fasadą
Ciemnych sieni. Chwiejne pary ujęte niby przez odcień brązu
Przechodziły w półmrok wież, wzrok opierając ze swadą
O kapitel, portyk, rysę, żart z kruchego tła natury,
Natłok nieba, wadzącego już chmurami o dachów kontury.

Miasto budziło się, nie spało, wzbierało w niszach domów,
Gdzie łzy kryją poduszki, a krzyk przygłuche ściany.
Na zewnątrz kloszard szukał w śmieciach splendoru,
Przebiegł szczur, wiatr od Odry piętrzył bukszpany,
Wdzierał się w szpary okien. Bramy rosnącą przestrzeń-
Niczym iluzjonista w cyrku-otwierał niedzisiejszy cerber.

Miasto wciąż narastało; płoszył gołębie ze szronu dachów
Wrzask mleczarzy, sortujących nabiał, dając tym znamię
Zaciętości w kwestii cen i sprzedaży. W zgrzycie zamków,
Pozbywając się resztek snu , zmięte koszmarem i wyspane,
Kobiety z dziećmi – stukot szpil w stronę wiat i parafii-
Nikły w masie, mierzwie tłumu; ruchu nudy, pasji i strachu.
………………………………………………………….

Ona spała. Sen twarz odchylił od wezgłowia, nęcił,
Żeby całować nagie ramię. Z przebudzeniem zwlekał
Jak świt przed nowiem, w białym szepcie śmierci,
Pomiędzy pustką i spełnieniem, które zawsze czeka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s