Zdarza się Nirvana

Bodajże jeszcze w poprzednim wieku Janusz Drzewucki opowiadał mi, że znakomity malarz, Zdzisław Beksiński, tworząc apokaliptyczne wizje, słuchał w pracowni ostrego punk rocka i dopiero, jak przyjeżdżała na wywiady telewizja, rozlegały się tam kompozycje Ravela czy Kilara. Nie porównuję się w żaden sposób z Beksińskim, ale też przychodzi mi coś smętnego pisać przy Led Zeppelin i „Physical Graffiti”, King Crimson z „Red”, zdarza się też Nirvana głosząca „Nevermind” pod wpływem „Smeels Like Teen Spirit”, w którym pobrzmiewa już jak tragiczna przepowiednia: „Przyszliśmy więc nas zabawiajcie/ Czuję się głupi i zaraźliwy…Proroctwo Cobaina osiągnie później pełnię.

Legendarny lider grupy Warsaw, a potem Joy Division, popełnił samobójstwo w maju 1980 roku, podobno pod wpływem filmu „Stroszek” Wernera Herzoga. Ten obraz – oglądałem go będąc jeszcze dzieckiem poszytym – jest o podwórkowym grajku, małym alkoholiku, który ośmiela się zadawać od dawna lekceważone pytania: gdzie jest szczęście? Jak je osiągnąć? Stroszek trafia do Ameryki, a tam świat jest kolorową zabawką. Wrzucisz monetę i ukazuje się tańcząca kura. W poszukiwaniu ziarna wkłada dziób w mechanizm; włączają się wtedy muzyka i lekkie impulsy elektryczne w płycie, na której stoi zwierzę. Muzyka jest coraz żywsza, weselsza i kura coraz szybciej tańczy – drażniona elektrycznością. Tresowane zwierzęta wprawiają w ruch grającą maszynkę, z której nie umieją się już wyrwać. Stroszek sprzeciwia się temu, popełniając samobójstwo, to samo zrobi Curtis przed wielkim cyklem koncertów Joy Division w Japonii. Próbowała nie być „tańczącą kurą „Whitney Houston; skończyło się ucieczką w alkohol i heroinę. U nas takiego drobiu zatrzęsienie, ale mam wrażenie, że ta rola im odpowiada. Anonsowany jest nabór na wspaniałe „tańczące kury” w „X-Factor”, cała ferma gdacze w „Tańcu z gwiazdami”.
Przypadki Stroszka i Curtisa był znane liderowi Nirvany. On także obawiał się, że przeistacza się w „tańczącą kurę” i zaczął pod wpływem femme fatale Courtney Love zamykać się w narkotycznych, sztucznych rajach. W „Dziennikach” Kurt Cobain ma świadomość, że Ameryka to kolorowa i okrutna zabawka. A także kraj: „Żarłoków – prymitywnych, rozbuchanych konsumentów, prezentujących kult siły i męskiej zaradności, rasistów i seksistów, potomków pojebanych psychopatów, którzy stworzyli mit Dzikiego Zachodu”. I narzucają te wzorce innym, w ramach amerykanizacji kultury. Pisał też, że pragnie odrzucić popularność, zanim się ona pojawi. Nie tęsknił za życiem sztucznym, sterowanym przez show biznes. Nie chciał być wytresowany jak królik lub kura, grająca na gitarze. Czuł się w tym całkowicie samotny, niezrozumiany, a nie miał przy sobie, jak Stroszek, szklanej kuli czy gadającego szpaka.

Kurt Cobain zastrzelił się 8 kwietnia 1994 roku w Seattle, mieście „generacji X” i bezsenności Toma Hanksa. Ciało odnaleziono po trzech dniach. Wcześniej pisał; „Przyszliśmy, więc nas zabawiajcie”, lecz sam nie chciał być zabawką dla tłumów. Nawet dobrze opłacaną, ” tańczącą kurą”. Ale do „Smells Like Teen Spirit” warto wracać, choćby dla refleksji i przestrogi. Bez aplauzu i świecących fajerwerków, świat może być równie fascynujący w nas samych. I jak to pisał Cobain; ” Ze zgaszonymi światłami jest mniej niebezpiecznie”.

Marek Sienkiewicz

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s