Brasse w Dolinie Dzwonów (2)

Rafał Brasse w „Baśni z przytułku” czasami traktuje akt miłosnego oddania jako próbę zatrzymania tego, co naznaczone przemijaniem i z czasem pozbawione wyrazistych konturów. Ekstaza miłosna ma przezwyciężać obumieranie pamięci. W jednym z wierszy napisze: ” Niewiele już rozpoznaję, niewiele,/ coraz mniej, a chciałem przyjąć mocniej/ twoją drobinę: ciało wzroku, ciało/ by śledzić w nim ciemny porządek słońca” (” Niewiele już rozpoznaję, niewiele”)

Oksymoroniczność obrazu, barokowy kontrast i dysonans – to może konwencjonalny, aczkolwiek często nam dany wymiar miłości, do której poeta wraca „wtulony w zapach ciepłego głodu”, jak napisze w innym utworze. Dzieję się tak dlatego, iż wciąż ma on do czynienia z transformacją , a nie transcendencją. Natura kobiety – podlegająca w wierszach „wibracjom” semantycznym – wzbogaca siebie i jego, kompiluje i komplikuje, zatraca, by znów uzyskiwać. Granice są tu bezustannie płynne, znaczenia nakładają się na siebie, przenikają wzajemnie, ambiwalentnie rozkładają się wartości. Jedno nie ulega zmianie – lęk i brak pełnego zjednoczenia, poczucia jedni; są one linearnie statyczne w dynamicznym, pociągającym i odpychającym na przemian kolażu kobiecości. Ten motyw jest przewodni w erotykach poety: „…zmierzchem,to jakby na chwilę/ uspokoić nieutuloną pierś/ obojętny owoc w malutkiej dłoni/ i delikatność urojenia; słońce nabrzmiałe od lęków” . Prawdę mówiąc, przy różnych imionach miłości, ciąg obrazów w tych wierszach przypomina mi Zbigniewa Jerzynę piszącego kiedyś:” Miłość – dwa spalające się w nocy spojrzenia”.

„Baśń z przytułku” wydaje się być najciekawszą książką tego poety. Następne, czyli ” Księga troski. Wiersze wybrane” i wybór ” Oblicze” z 2006 roku przynoszą bardziej uporządkowany i jednocześnie uładzony konterfekt rzeczywistości, nader przewidywalny. Szczególnie w „Księdze troski…” Brasse staje się przede wszystkim poetą religijnym i jest to zawierzenie panteizmowi, mistycznej więzi z tym, który jest Ojcem i Nauczycielem. W jednym z najważniejszych utworów tomu „Wyznanie ” napisze: ” Nie wstydź się pacierza i zanurz wzrok/ w niewidzialnym”. Przy tej okazji prowadzi liryczny dyskurs z Karolem Wojtyłą, Ojcem Pio czy ks.Janem Twardowskim i zawierza w pełni miłości, trudnej i wymagającej siły ducha, ale możliwej do spełnienia na naszym – pełnym nieszczęść i tęsknot – padole. Posługując się liryczną narracją opiewa tych, którzy są zdolni dawać i otrzymywać ” to niewidzialne, co między ludzi” i stanowi o sensie ich życia. Nie ma w nim dramatycznego rozdarcia ani odrobiny powątpiewania z „Baśni…”. Jak kiedyś personaliści wciąż odnajduje głos Boga w sobie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s