Jacques Brel i Markizy

Moje muzyczne fascynacje są różnorodne, właściwie od sasa do lasa. Nie tylko ja tak mam; mądra Bacello słucha najchętniej Piotra Czajkowskiego, ale też admiruje Pink Floyd, U2 i Fisha, niezwykła Bezik pielęgnuje swój afekt dla piosenek Marka Grechuty, lecz zdarza się jej posłuchać dobrego jazzu. Ja po okresie delektowania się płytą Sade „Soldier of love” przez dwa ostatnie dni wracałem do starych nagrań zbuntowanego poety piosenki- Jacquesa Brela.

Brel- Belg z pochodzenia i Francuz z wyboru był kolejnym ” dzieckiem Rimbauda” i zaczytywał się w jego poezji; była też źródłem inspiracji do tekstów wielu piosenek. Wielki wpływ wywarł na niego również Antoine de Saint Exupery, ideał i wzór dla syna zamożnych belgijskich fabrykantów. Niczym marnotrawny syn czmychnął z Brukseli i zdecydował się na artystyczną tułaczkę po kabaretach Paryża, a w 1958 roku miał paryską Olympię u stóp. W jego ówczesnych piosenkach, tłumaczonych przez Wojciecha Młynarskiego, jest furia i nienawiść do wszystkiego, co wiąże się z drobnomieszczaństwem i jego uosobieniem – Flamandami. Napisze nawet przewrotnie do rodaków:” Zabraniam wam zmuszać nasze dzieci/ do szczekania po flamandzku”. Niezapomniany jest jego „Amsterdam” i pełna smutku ” Nie opuszczaj mnie”. W jednej piosence brutalnie napisze, że każda miłość kończy się dla mężczyzny ” złamanym sercem i podwiniętym kutasem”, ale wciąż towarzyszyły mu muzy; począwszy od żony Miche, a skończywszy na Helene Barny.

Sukces mobilizował Brela. Pisał piosenki w garderobie, kawiarni, samochodzie, pokoju hotelowymh i wraz z przyjacielem Jojo zawsze „strzelał” do każdego księdza i zakonnicy. Był zatem skłonny do błazenad, ale też zachowywał skromność i nie zgrywał gwiazdy. Zwykł mawiać:” Artyści? Nie znam. Myślę, że istnieją ludzie, którzy nad czymś pracują z wielką energią…” .Obawia się, że nadmierny sukces zmieni go na gorsze i w 1968 roku rzuca w diabły scenę. Teraz rzuca się w wir aktorstwa i gra w Brukseli w przedstawieniu teatralnym „Człowiek z La Manczy”. Jest Don Kichotem nie tylko na scenie, lecz również w życiu.

W lutym 1969 roku dowiedział się od lekarzy o chorobie nowotworowej.Podobno stwierdził, że to „nasze ciało jest takie słabe” i zapalił kolejnego papierosa; nie rzucił nałogu i bez papierosa nie napisał nawet linijki. Jak Rimbaud, a potem słynny malarz Paul Gaugain ucieka od cywilizacji; jachtem „Ascony” dociera do Markizów, które znajdują się 30 tysięcy kilometrów od Europy. Tam powstaje jego ostatnia płyta „Les Marquises” z 1977 roku. W Paryżu mówią o nim ” dziki z Markizów”.

Słuchałem przede wszystkim „Les Marquises” z przejmującymi tekstami. W jednym z nich napisał:” Umrzeć to nic/ umrzeć to piękna rzecz,/ ale starzeć się, och starzeć…”. Bo trzeba starzeć się bez wyrzekania się samego siebie, bez wyrzekania ideałów, bez popadania w rutynę i kompromisy, bez ulegania komfortowi kariery i sukcesu. Ten tekst jest również dla dzisiejszych młodych. Nie omieszkał też wspomnieć o zmarłym przyjacielu Jojo:” Jojo, uśmiechając się, będziesz mi mówił/ o tym, co się dzieje tam w dole/ A ja, uśmiechnięty, będę Ci mówił/ o tych, którzy są jeszcze większym ch… niż ty i ja/ ale którzy czują się z tym świetnie…”

Jacques Brel po nagraniu tej płyty umrze w Paryżu ; podobno Don Kichot uczył go umierania. A potem wróci na Markizy ; chce być daleko od naszych codziennych niechęci, zazdrości, plotek, artystów i Belgii, w której” będą mu ubliżać tak samo jak teraz”. Cały niepokorny, niezwykły Brel.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s