Nowe dziennikarstwo Huntera S. Thompsona

Przyglądając się naszej czwartej władzy mam wrażenie, że obcuję z żenującym widowiskiem, co jednakże nie oznacza, że hołduję jakimś uprzedzeniom wobec tego środowiska. Najczęściej inteligentni i pełni erudycyjnych zapędów ludzie zdają się być ślepi i głusi na poczynania którejś ze stron politycznego konfliktu i sami stają się jego stroną. Inni są obrzydliwie nudni i mdli, cukierkowi, powierzchowni, mało dociekliwi. Nawet przydarza się to Monice Olejnik, która z łatwością obnaża nonsensy takich hunwejbingów jak chociażby Joachim Brudziński, lecz przy bardziej inteligentnych rozmówcach zachowuje się jak szara myszka. Z kolei Tomasz Lis zupełnie niepotrzebnie pragnie zyskać miano mistrza elegancji ( przynajmniej na wizji). Krnąbrna Oriana Fallaci nazwałaby nasze dziennikarstwo „orkiestrą cykad”.

A propos słynnej Włoszki; jej odwaga była szaleńcza i naprawdę ryzykowała życiem, kiedy przed wywiadem spoliczkowała Rudollaha Chomeiniego za próbę przystrojenia jej twarzy kwefem, a z Henry Kissingera – z pozoru anioła pokoju – wydobyła oblicze fanfarona i miłośnika westernów, w których trup ścieli się gęsto i często. Fallaci dziennikarstwo uszlachetniła ; wydawało się, że w Polsce uczyni to Maria Wiernikowska, ale bohaterska korespondentka z Czeczeni i Kurdystanu, niezapomniana Madonna Powodzi z 1997 roku,  jakby znikła i poza rzadkimi występami w mediach i książką o Klewkach niewiele o niej słychać. Może powróci w pełni chwały, jako znowu niesforna żurnalistka…?!

Tabloidyzacja i moralny bajzel w czwartej władzy przypomina też – na zasadzie kontrastu – o takich postaciach jak Hunter S. Thomson, znany nam w Polsce z książki „Lęk i odraza w Las Vegas” i filmu na jej podstawie „Las Vegas Parano” z Johnnym Deppem w roli głównej. Ten szalony Amerykanin zawsze był niepokorny i niesubordynowany; często wywalano go z pracy, a na dłużej zagrzał miejsce tylko w New York Times i Rolling Stone. Za Tomem Wolfe poszedł drogą Nowego Dziennikarstwa i z wielką swobodą stosował techniki literackie w reportażach czy esejach. A potem zdecydował się na następny, radykalniejszy krok i wymyślił gonzo; reportaż całkowicie subiektywny, w którym sam dziennikarz staje się centralną postacią i łączy fakty z fikcją – pełną hipotez i przypuszczeń. Dla Thomsona nie istniał świat obiektywnej percepcji i wartościowania. Wszystko dla tego ekscentryka było subiektywne i w swoim pisaniu nie krył się z tym nigdy. Zazwyczaj mówił o tym prowokacyjnie: ” Po co pisać o doświadczeniach innych ludzi? Interesuje mnie prawda, a nie fakty”.  A prawda może być jedynie subiektywna. Wspomniana książka o podróży do Nevady i narkotycznych seansach w Las Vegas to niezwykle odważny obraz  zżeranej przez korupcję i przekształcającej się w państwo policyjne Ameryki. Odważny i do bólu bezkompromisowy. Do stylu pisania Thomsona u nas nawiązuje chyba tylko Jacek Hugo-Bader, ale jest zbyt sentymentalny i mało szalony.

W felietonach Thomson stworzył osobliwe nazewnictwo; dalekie od grzeczności, lecz mające w sobie sól i pieprz, i to potrzebne czasem szelmowskie łypnięcie okiem. Kiedy pisał ” bezmózgi osioł” lub „mały, zdradziecki świr”. Wszyscy w USA wiedzieli, że chodzi o prezydenta Georga Busha i nikt zanadto nie protestował. Oj, przydałby się u nas ostry, przenikliwy, aż do samounicestwienia ryzykancki, uczciwy polski Thomson. Na razie go jednak nie widać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s