Muza Antona van Dycka

W Holandii zdarzyło mi się spędzić kilka godzin w Haarlemie, jednak nie miałem ochoty na zwiedzanie muzeum z obrazami portrecisty Fransa Halsa. Ten rodzaj malarstwa nie interesował mnie zbytnio. Natomiast w Hadze natknąłem się na ” Portret Anny Wake’ Antona van Dycka i był to poniekąd wstęp do uważniejszego poznawania twórczości byłego ucznia Rubensa i jednego wybitniejszych malarzy XVII wieku.

Anton van Dyck był utalentowany i czerpał z życia całymi garściami; zdarzają się artyści tacy jak Holender, a później Amadeusz Mozart , Sergiusz Jesienin i kilku innych, którzy prowadzą zabawowy tryb życia i nie wpływa to zasadniczo na rangę ich twórczości.Był więc niepoprawnym bawidamkiem, hulaką, lutniarzem, gadułą, ale także świetnym wyrobnikiem sztuki malarskiej. Potrafił wspaniale oddać na obrazach wykwintność szat, miękkość aksamitów, lśnienie atłasu, blask klejnotów..Od 1632 roku stał się nadwornym portrecistą króla Anglii Karola I Stuarta; tego monarchy, który po rewolucji gentry odda głowę katu w styczniu 1649 roku..Właśnie w Anglii van Dyck poznaje szlachciankę Mary Ruthoven i sam król wyswatał go z tą Angielką.

Mary Ruthoven była inteligentna, ładna i muzykalna; wieczorami dla męża i kilku dam dworu śpiewała i grała na wiolonczeli. Przy niej lekkomyślny hulaka spoważniał, ustatkował się, po raz pierwszy van Dyck naprawdę kochał. Zaczął prawie wszystkie wieczory spędzać w towarzystwie żony i ona też pozowała niczym muza do wielu jego obrazów .Powstał wówczas ” Portret żony z wiolonczelą”: obraz będący zdecydowanie czymś więcej niż zwykłym portretem. Jest w nim subtelność uczuć, miłosne oddanie wobec ukochanej kobiety. Wydaje mi się, że dopiero miłość uczyniła go wybitnym artystą, dzięki niej nie skończył jako niezwykle sprawny rzemieślnikiem.palety.

Związek Antona i Mary był niestety krótkotrwały.Chory na gruźlicę malarz umarł w grudniu 1641 roku- ominęła go rewolucyjna zawierucha.Jego jedyna legalna córka, Justyna, miała wówczas kilka dni..Prawie cały majątek zapisał żonie i dziecku; kilku krewnych w Antwerpii i dzieci z wcześniejszych związków pozamałżeńskich otrzymało niewielką jego część.

Zdarza mi się patrzeć na Mary Ruthoven z wiolonczelą i myśleć o czarach miłości.Zdarza się, że na dobre odmieniają mężczyzn. Poza tym, kto z nas słyszałby o Mary. gdyby nie jej mąż Anton van Dyck.? Jej przypadek potwierdza starą prawdę, jeśli kobiety same nie tworzą, to mogą stać się obecne w literaturze czy sztuce również dzięki wybitnym mężom. I wciąż o nich, muzach, piszemy i mówimy: kto słyszałby o Maryli Wereszczakównej, gdyby nie Adam Mickiewicz? czy zajmowała by nas Charlotte Koestner , gdyby nie szaleństwa Goethego? a Gala i Salvador Dali? Można jeszcze długo wymieniać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s