Jan Karski i milczenie świata

Trzy dni temu prezydent Barack Obama nadał pośmiertnie najwyższe amerykańskie odznaczenie – Medal Wolności – legendarnemu emisariuszowi rządu RP na emigracji, Janowi Karskiemu. Ten były żołnierz AK, a po wojnie profesor Georgetown University w Waszyngtonie, to znakomita i warta przypomnienia postać. Także w tym znaczeniu, że zdarzało mu się spierać z naszą narodową mitomanią.

Karski, 15 września 1942 roku, w przebraniu łotewskiego wachmana, obserwował przez cztery dni akcję zagłady Żydów w obozie w Bełżcu, bo był młody, znał języki i miał fotograficzną pamięć. Potem, przy wsparciu prezydenta Władysława Raczkiewicza i prymasa Augusta Hlonda, próbował alarmować świat o barbarzyństwie Niemców. Wiedział, że obserwuje zdarzenia bez precedensu w historii. Potem próbował je nazwać słowami pisarza Elie Wiesela „Wszystkie narody opanowane przez Trzecią Rzeszę ponosiły ofiary. Ale wszyscy Żydzi byli ofiarami”. Raport Karskiego o żydowskiej gehennie trafił w listopadzie 1942 roku na biurko Winstona Churchilla i …nie było żadnej reakcji. Podobnie zachował się minister Anthony Eden i inni politycy angielscy, a podczas spotkania z Rooseveltem, Karski odnosił wrażenie, że bardziej go interesują perspektywy zmian granic Polski na zachodzie niż Żydzi. Z pomocą prymasa Hlonda, raport 3 stycznia 1943 roku dotarł do papieża Piusa XII. Papież nie zareagował, a przecież mógł powiedzieć światu o Shoah , uratować choćby węgierskich Żydów. Zaciążyło to na relacjach między Watykanem i Izraelem już po wojnie. Karski spotkał się także z rabinem Stephenem Wise i prezesem Amerykańskiego Kongresu Żydów, Nahumem Goldmanem, lecz na rodaków Żydzi w Polsce nie mogli liczyć. Cała wędrówka oficera AK to zmaganie się z hipokryzją, milczeniem lub, co najwyżej z obojętnością. I zawinili w tej sprawie wszyscy, również środowiska żydowskie w USA.

Polski emisariusz współpracował z Komendą Główną AK, podziemie znał od podszewki. Jego książka ” Tajne państwo, opowieść o polskim Podziemiu” – to analiza naszego narodowego szaleństwa, jakim była rozdęta do granic możliwości konspiracja, decyzje o planie „Burza” i Powstaniu Warszawskim. Karski stwierdzał, że wojny wygrywają regularne armie, nigdy armie podziemne. Za polski idiotyzm uznawał często bezmyślne szafowanie życiem młodych ludzi, a potem czczenie najróżniejszych „kamieni na szańcach, chwalenie się krwią, ofiarami, pławienie w martyrologii. I to nagminne przedstawianie klęsk jako zwycięstw – przynajmniej ducha. Można rzec, że minister Sikorski – wzbudzając burzę w sierpniu 2012 roku wypowiedzią o błędnej decyzji o Powstaniu w Warszawie – poszedł jedynie w ślady Jana karskiego. A ten próbuje uczyć nas rozsądku na przyszłość i innego spojrzenia na historię.

Amerykanie przypomnieli ostatnio o Karskim. Pamięć o nim to niczym wyrzut sumienia współczesnego świata i polemiczny głos wobec naszej historycznej tożsamości.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s