Rafał Wojaczek – gra w analogie (3)

Dla Rafała Wojaczka, samo istnienie w nim Jungowskiego „cienia” wzmacnia poczucie dwoistości ego i pogłębia dezorientację. Dlatego w utworze „Musi być ktoś” napisze:
„Musi być ktoś, kogo nie znam, ale kto zawładnął/ Mną: moim życiem, śmiercią i tą kartką „. Znowu odezwała się w nim tęsknota za pozbawioną niuansów i światłocienia prawdą, niepodważalną i absolutną, w konfrontacji z tym, „kogo nie znam”. Jakże podobnie, do tych wręcz filozoficznych wynurzeń Wojaczka, brzmi monolog Henryka w „Ślubie ” Gombrowicza: „Jeżeli jestem ja, ja, ja sam, to dlaczegóż/ (Użyjmy tego efektu) mnie nie ma?/ Cóż stąd (zapytam) że to ja, ja jestem w samym środku/ w samym centrum, jeżeli ja, ja nigdy nie mogę być Sobą”. Podobieństwo do problemu tożsamości i faktu, że nigdy „nie jesteśmy Sobą”, jest u obu twórców aż nadto widoczne; w obu też przypadkach chodzi o presję, ciśnienie formy lub „cienia”, zdeformowanie albo rozbicie poczucia ego. Dlaczego poczucie tożsamości jest tak ważne? Przede wszystkim daje nam prawdę o nas samych, także innych ludziach i pozwala na życie bez masek i sztucznych rytuałów. Gombrowicza intrygował ten problem od czasów lektur dramatów Luigi Pirandello (np.” Sześć postaci w poszukiwaniu autora”), Jeana Geneta z jego „Balkonem”, Freuda i egzystencjalistów. Śladami autora „Ferdydurke” poszedł Rafał Wojaczek.

Friedrich Nietzsche, w eseju „Krytyka chrześcijaństwa”, dość obrazoburczo przekonywał, że pierwotnie i jedynie prawdziwa w człowieku jest jego cielesność. Sfera ducha jest wtórna, wyrasta ze skłonności ludzi do tworzenia konwencji, reguł i zasad, które stanowią osnowę „moralności niewolników”. Autentyczni jesteśmy jedynie w biologizmie i instynktach , który nigdy nie może być identyfikowany z grzechem np. poligamia jest moralna, bo zgodna z naturą człowieka (śmiała wizja, której filozof nie…doświadczył nigdy). Tylko biologizm, reszta to pozór i gra. Za twórcą „Krytyki chrześcijaństwa” poszedł Witkacy, Stanisław Przybyszewski – parafrazując biblijny tekst w ” Requiem Aeternam ” pisał: ” Na początku była chuć”. Emil Zegadłowicz z powieścią „Zmory”, potem Gombrowicz z „Operetką”, który każe triumfować Albertynce – symbolizującej nagość i zmysłowość – w finale dramatu, gdyż wszelkie wartości etyczne czy estetyczne to sprawa mody, stroju, kreacji i maski.(Gombrowicza nie uszczęśliwiała ta puenta). Za nimi poszedł Wojaczek, ale gwałtowniej i brutalniej. Romantyk, marzący o kobietach – aniołach, nie chciał zgodzić się na niedoskonałość miłości, złudność i ulotność uczuć, brak harmonii i porozumienia. Przekornie cyniczny, sprowadza kobiecość do poziomu fizjologi, a relacje z nią do walki. „Męskość polega na tym, żeby bić kobietę/ Zgadzam się z Tobą nadstawiam policzek” ( „Kobiecość”). Traktuje przedmiotowo kobietę, bo nie jest w pełni doskonała, nie jest ukojeniem i bezgraniczną miłością. Zatem Wojaczek nie pragnie iść za Witkacym czy demonicznym Przybyszewskim, lecz realność jakby potwierdzała, zdaniem poety, ich filozoficzne czy literackie tezy. Już w debiutanckim „Sezonie” obwieścił w wierszu „Erotyk” : „Ja nie jestem malarzem/ Umiem tylko kopnąć w brzuch”. Jednak przez całe życie marzył o tym, żeby być „malarzem”.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s