Cesaria Evora i Mariza…

Zdarza się, że przestaję słuchać piosenek polskich, angielskich i zaczynam szperać w innych obszarach kulturowych. Od soboty wróciłem do portugalskiego Madredeusa i zacząłem przysłuchiwać się mornom i caladerom z Wysp Zielonego Przylądka. Ten mały kraj źle się kojarzy przeciętnemu Portugalczykowi; w czasie dyktatur Salazara i Caetano znajdowały się tam obozy koncentracyjne. Po rewolucji w kwietniu 1974 roku i ogłoszeniu niepodległości przez Wyspy Zielonego Przylądka, o zmianie oblicza tego państewka na melancholijne, pełne słońca, pieszczot i miłości zadecydowała legendarna Cesaria Evora.

Evora zaczęła robić międzynarodową karierę po ukończeniu 47 lat, co jest niezwykle rzadkie w świecie muzycznym. Znamy ją z koncertów w Polsce m.in w Krakowie i Poznaniu, z duetów z Kayah. Śpiewała po kreolsku i portugalsku morny (rodzaj ” oceanicznego” bluesa) o Bogu, nadziejach i miłości jako jedynej wartości, dla której tak naprawdę warto żyć. Słuchałem jej „Małego kraju” – porównywała go do „drobin piasku rozsypanych po świecie” i bardzo kochała świat Sao Vincente, Boa Visty, Bravy…przy akompaniamencie gitar, skrzypiec, lirycznego fortepianu i ukulele. Warto sięgnąć po ostatni album pieśniarki ” Nha sentimento” (” Moje uczucia”), wydanym w 2009 roku dwa lata przed śmiercią; muzyka i słowa jak łagodne fale przypływu.

Wieczorem w sobotę znowu portugalska niespodzianka; na TVP Kultura koncert urzekającej Marizy w Bazylei. W Portugalii obwołano ją najlepszym głosem fado od czasów Amelii Rodriguez, a w Polsce zachwyciła publiczność Wrocławia. Śpiewa całym ciałem, ekspresyjna i charyzmatyczna. Nie prezentuje się jak ubrana w czerń typowa fadista : krótkie blond włosy, pastelowy makijaż, kolorowe suknie i koronki. Jedyny ukłon w stronę tradycji to czarny szal-pieśniarki noszą go na pamiątkę Marii Severy, cygańskiej pieśniarki fado, uważanej za patronkę tej muzyki. Mariza to także przepełnione nostalgiczną poezją teksty :” Zamiast kruków na szalu / Nosi na nim mewy/ Każdy wiatr porywają do tańca/ Tańczy w tańcu jak morze”. To o kobiecie, która ma na imię Lizbona. Pieśniarka po koncercie w Bazylei podeszła do widzów i wielu z nich dziękowała za udział w muzycznym spektaklu. To był piękny, mądry gest Marizy.

Dziś słucham fado Amalii Rodriguez i kilku innych wykonawców. Jeszcze przez kilka dni jestem w Portugalii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s