Elegia codzienna

W nawykłym do nas krzątaniu i upartych dążeniach
Do spełnienia pragnień, co rodzą już tylko nowe,
Wśród drobnych szpargałów i spraw wielkiej wagi,
W znośnej lekkości bytu i znów nieznośnym mozole
Myślimy, że czas cofnie wskazówki- teraz i jutro
Zegar poruszy wahadłem, które nas zawsze opowie
Tętnem krwi gnającej jak zmienność każdego ruchu,
Słowami w nie wypowiedzianej do końca nigdy mowie.

Czy to pustka, epikureizm albo też stoicki spokój
Uczyniły nas obojętnymi wobec przypadłości czasu?
Może szepczący dejmonion z mglista obietnicą wiary
Każe nam snuć plany, zmagać się ze zmorami strachu
Przyszłość bez lęku odmieniać jak wieczny przypadek,
Włączony w tykanie wskazówek starego już cyferblatu.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s