Stanisław Barańczak: nowy Settembrini (3)

Tomik „Chirurgiczna precyzja” z 1998 roku Stanisława Barańczaka to afirmacja sztuki, która jest nauczycielką przede wszystkim piękna; dzięki niej twórca, pomimo przeciwności losu, cierpień fizycznych nie przestaje być „mieszkańcem Światła”. Jest Settembrinim, który zmądrzał i jest zanadto mądry, by uwierzyć prorokom „absurdu i zła” z kręgów egzystencjalizmu czy nihilizmu, przyznać rację tym, którzy głoszą, że humanizm uległ w naszym świecie całkowitej degradacji, jest zupełnie nieprzystawalny do nowej rzeczywistości. Poznaniak pisze w związku z tym pod dyktando – Raptusiewicza ?! Gniewnego Ojca ?! Boga?! : „(…)/ Choć raz przeszwarcować ten błąd. Mówię wam …mocium panie../ jako mieszkaniec światła…”Nie świata” tępaku : „Światła” („Problem nadawcy”). Prowadzi zatem z Raptusiewiczem, który równie dobrze jest Bogiem, dialog. On go napomina, a więc jednak jest. Wystarczy teraz uwierzyć, że jest Światłem. A nie Chaosem lub Ukrytym Szydercą ?! Znowu w Barańczaku- Settembrinim mocują się racjonalista i mistyk, lecz w imię wiary w sens naszego istnienia. I z pragnieniem takiej pewności wiary, że śmierć utraci nad nią swoją władzę.

W „Chirurgicznej precyzji” poeta pokazuje się jako mistrz i alchemik lingwistyki. Słowa bywają ciepłe i sarkastyczne, bezbrzeżnie cierpiące i zawieszone w zawahaniu i rozterkach. Bowiem ten tomik to również konkluzja, że człowiek jest jest wiecznym ” debiutantem w procederze, dość jednak szczwanym nabieraczem”, wędrowcem, który nie che przyznać się, że niewiele wie i rozumie z tego świata. Stąd też niekiedy bierze się forma wierszy: zawiła składnia, parentezy, nawroty, przerzutnie; próba ujęcia dynamizmu, wiecznego ruchu bez żadnych punktów oparcia, w rygor formalny. Temu służą m.in tercyny, sekstyny. Jakby poprzez zdyscyplinowaną strukturę utworów Barańczak pragnął ująć w karby rozwichrzone życie, biegnące najczęściej znikąd i donikąd.

Książka powstawała już w okresie długotrwałej, wyniszczającej choroby poety. Zawiera przepiękną villanellę „Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zdradził…” o rozpaczy miłości:” Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził/ I półprzytomny wstyd, że ona tak się trudzi/ To, co tłumione czyniąc podwójnie tłumione…” Ten wiersz czasami mi w swym nastroju przypomina liryki Dylana Thomasa m.in ” Dialog dwóch modlitw” – tak samo przejmujący i przepełniony niezwykłą miłością. Jednakże mimo cierpienia, poeta stara się także spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka. Na przykład w „Albie lodówkowej”, będącej miłosnym przekomarzaniem się z ukochaną żoną Anną: ” Niepewny po co jeszcze/ Potrzebny ci stary rupieć/ Ale nadal zdolny co chwila/ Na twój widok z podziwu osłupieć”. Wybitny poeta, który pisze o sobie „rupieć”. Trzeba mieć w sobie spore zasoby ironii i dystans do tego, kim się jest i co się robi w życiu, żeby tak napisać. Barańczak jest skromny i pokorny, i to dodaje blasku jego wielkości. A o sprawach ważnych, ostatecznych stara się pisać bez zbędnego patosu i jakieś histerycznej maniery, w czym przypomina Julię Hartwig i niedawno zmarłą Wisławę Szymborską

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s