Eksytująca Audrey Hepburn

Wczoraj szacowna TVP przypomniała „Śniadanie u Tiffany’ego” z Audrey Hepburn w roli tajemniczej i nieco frywolnej Holly Golightly. Ta wybitna aktorka i laureatka Oscara za „Rzymskie wakacje” intrygowała mnie chociażby niezwykłym w światku Hollywood przydomkiem „Święta”.

Urodziła się w Belgii , a ojciec- brytyjski bankier- niewiele wniósł do jej życia. Jego sympatia do nazizmu była też przyczyną rozwodu z matką Audrey- baronową Elli von Heemstra. Okupację spędziła w Holandii i była świadkiem wywozu holenderskich Żydów, rozstrzeliwania przez Niemców cywilów., a także cudem uniknęła śmieci głodowej. Trauma związana z tymi wydarzeniami podziała na Audrey zupełnie inaczej niż np. Romana Polańskiego; wzmocni ją moralnie, poniekąd uwzniośli.Trzeba pamiętać, że wielu Holendrów pod wodzą Alfreda Musserta opowiedziało się za nazizmem i nawet powstał Ochotniczy Legion Holenderski wspierający Niemców nad Skaldą i Mozą. Żyć w takim otoczeniu, pełnym nienawiści i zbrodni, małej arystokratce nie było łatwo.

Po wojnie przeniosła się z matką do Londynu, gdzie próbowała sił w balecie i modelingu.Jej wielką karierę aktorską zaczęły „Rzymskie wakacje”, a potem są też ciekawe role w „Sabrinie”, „My Fair Lady” , „Zabawnej buzi”…W 1967 roku porzuca aktorstwo i poświęca się aż do końca życia pomocy chorym i głodującym jak specjalny ambasador UNICEF. W tym czasie już na stałe mieszkała w Szwajcarii.

Donald Spoto w wydanej kilka lat temu książce ” The Life of Audrey Hapburn” zajął się jej życiem intymnym i chciał zburzyć mit „Świętej Hepburn”, ale wydaje mi się, że próba była nieudana. Aktorka gorączkowo pragnęła miłości i była w dwóch związkach małżeńskich z aktorem Melem Ferrerem i włoskim psychiatrą Andreą Dottim. Jak wiele mądrych i pięknych kobiet mężczyzn nie wybierała zbyt…rozsądnie. Najpierw płomienne uczucie, a później bolesne zmaganie się z męskim egocentryzmem i niewiernością. Hepburn naiwnie wierzyła,że potrafi ich zmienić…Kobieta,do której wzdychały miliony mężczyzn tak naprawdę nie była kochana w tym czasie przez nikogo oprócz dwóch synów. Rozpaczliwie potrzebowała miłości i nigdy jej w pełni nie przeżyła….

Dlaczego piszę o Hepburn? Bo było w niej piękno duchowe i subtelna uroda, pewien arystokratyzm i klasa , do której nie dorasta prawie żadna ze współczesnych gwiazd filmu. Bo była idealną kwintesencją kobiecości i może stać się wzorem dla wielu kobiet.. Bo przypomina mi kogoś…Bo wczoraj znowu była ekscytująca w „Śniadaniu u Tiffany’ego”.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s