Erotyczny Samuel Beckett

Niewiele piszę o dramaturgii, bo po okresie intensywnych lektur z kręgu tzw. teatru absurdu, zaniedbałem tą szacowną dziedzinę literatury. Wprawdzie przymierzam się, żeby cokolwiek sensownego napisać o sztuce czternastoletniego uczniaka Alfreda Jarry’ego „Ubu Król”, gdyż akcja rozgrywa się w Polsce i jest to rzecz nader aktualna, a także o niektórych sztukach Eugene’a Ionesco – „Łysa śpiewaczka” i „Krzesła”, ale to melodia niedalekiej przyszłości. Przy okazji tych niewesołych refleksji odnośnie moich luk i zaniechań erudycyjnych, przypomniałem sobie, że niedawno wróciłem do historyjki o Vladimirze i Estragonie, czekaniu na mitycznego Godota autorstwa Irlandczyka Samuela Becketta i sprawy debiutu prozatorskiego tegoż pisarza, co wydaje się bardziej ciekawe.

Beckett zawsze wydawał mi się kostyczny i zimny. Potwierdzenie tego znajdowałem w jego liryce. W „Przychodzą” pisał:” z każdą nie ma miłości inaczej/ z każdą nie ma miłości tak samo”. Choćby te wersy świadczą o tym, że do kobiecości i uczuć nie podchodził zbyt entuzjastycznie. Zmieniłem odrobinę zdanie, kiedy przeczytałem o dziejach jego miłości do Lucii, córki Jamesa Joyce’a, podczas pobytu w Paryżu, przed jej schizofrenią. Nowe światło na sferę uczuciowości Becketta rzuciła sprawa jego debiutanckiej powieści z 1930 roku „Dream of Fair To Middling Women”; dla mnie także próba odegrania się na bigoteryjnej matce pisarza.

Przez wszystkich wydawców książka była odrzucana i szybko obrosła ponurą legendą, gdyż poruszał w niej bez osłonek wówczas tematy tabu; rozpustę, masturbację, młodzieńcze fantazje o orgiach i wszelakich perwersjach. Podobno wydawcom z Hoghart Press włos dęba stawał na głowie od powtarzających się opisów fekaliów i ustawicznym poszukiwaniu orgazmów przez głównego bohatera Belacqua. Można przypuszczać, że Irlandczyk opisał w powieści swoją szaloną inicjację w dorosłość. Nie zdoławszy wydać książki, Beckett postanowił odłożyć ją do szuflady. Poprosił jednakże wykonawców testamentu, by ją opublikowano po jego śmierci. W trzy lata po odejściu pisarza w Boże Narodzenie 1989 roku – jego życzeniu stało się zadość. Prawie 60 lat po napisaniu „Dream…” pojawiła się na półkach księgarskich i na pewno stanowi niezbędny punkt wyjścia do zrozumienia twórczości Becketta. Ponadto autor „Czekając na Godota” dołączył do grona prekursorów w przełamywania tabu w okresie międzywojennej dekadencji: Henry Millera, Klausa Manna i innych.

Wyuzdana żywiołowość „Dream…” mogła zaważyć na intrumentalnym wręcz traktowaniu kobiecości, popadaniu pisarza w mizoginizm. Zanadto wybujała pod względem erotycznym młodość i świadomość, że przeniknęło się większość tajemnic ze świata Erosa nie sprzyja nigdy późniejszym uniesieniom miłosnym. Przynajmniej przypadek Becketta to potwierdza w sposób dobitny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s