Jerzy Liebert: z rodu Hioba (1)

Czytając pełne metafizycznego niepokoju wiersze Jerzego Lieberta mam często wrażenie obcowania ze zjawiskiem literackim wielce osobliwym i rzadkim. Utwory wabią klasycznym pięknem, ale jednocześnie zmuszają do refleksji i pytań, wobec których do tej pory jesteśmy bezradni. Zapewne to również decyduje o tym, że przesłanie poetyckie jednego z najciekawszych poetów religijnych jest do dziś aktualne, nic nie straciło z siły perswazji.

Jerzy Liebert wyrastał pod opiekuńczymi skrzydłami Skamandrytów, a w szczególności Jarosława Iwaszkiewicza; bywał często w willi „Aida” w Podkowie Leśnej i uczestniczył w środowiskowych spotkaniach literatów m.in poznał tam Juliana Tuwima, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, niezwykła przyjaźń łączyła go Anną Iwaszkiewicz, która w „Dziennikach” pisze o jego marzeniu o napisaniu wielkiego, monumentalnego dzieła. Już pierwsze utwory zaświadczają o tym, że z pietyzmem odnosił się do tradycyjnych motywów i formuł wersyfikacyjnych. Mozolił się nad oktostychami, mierzył z trudną sztuką sonetu, trioletem i oktawą. Był zdolnym beniaminkiem i pewnie zostałby ozdobą artystycznych salonów, gdyby nie nieuleczalna wówczas choroba. Spadła na niego niczym Hiobowe doświadczenie. Nieszczęście wywołuje u jednych bunt i złorzeczenie, u innych otępienie lub apatię. Inaczej u Lieberta; w ramach ars moriendi dokonuje przełomu religijnego; duża w tym będzie zasługa także „Kółka” ks. Władysława Korniłowicza w Laskach. Szuka poczucia sensu w Bogu i poezji traktowanej jako posłannictwo, wynikające z woli Stwórcy: „O poeto natchniony! Pod statuą lśniącą/ Schylony i bijący w struny z całej mocy/ Lutnię srebrną i czarną, podobną do nocy/ Gdy odkładasz, zmęczony, pomódl się gorąco” („Do poety”). Nieprzypadkowo Liebert posługuje się apostrofą. Wskazuje w sposób oczywisty cel. Wszak „poeta natchniony” winien tworzyć lirykę prawd niepodważalnych, czynić spójnymi życie i sztukę, otwierać się na głos Nieuniknionego. Jako wybraniec Boga pragnie jednoznaczności w percepcji świata, chce go odbierać w sposób jednorodny i pełny. Jest przekonany, że Bóg jest uosobieniem najczystszej miłości, której próżno szukać u ludzi: „Na ziemi nieba szukam w twych oczach na próżno,/ Na nieba ziemi, w której leży Twa ojczyzna „napisze w wierszu ” Niebo i ziemia”.

Powyższe dążenie zanadto doskonałe, jakby nie z tego świata ludzkiej niedoli i cierpienia. Książka poety „Gusła” w sposób dobitny przekonuje, że wiara poety zostaje wystawiona na okrutne próby. Doświadczy on duchowego rozdarcia, wahań i rozterek dotyczących nie tylko Boga, ale celu i sensu ludzkiego cierpienia. Będzie zmagał się z własną ułomnością moralną czując w sobie Kierkegaardowski stygmat „lęku i drżenia”. Przeistoczy się w dwudziestowiecznego Hioba, który zwróci się do Stwórcy z bolesną prośbą: „Anioł Żalu wszedł we mnie niby w sidło grzeszne/ I miota mną w słów rozterce-/ Boże, któryś stworzył człowieka,/ Ucisz serce ” („Anioł Żalu”)

Wybór między racjami Rozumu i Wiary zgodnie z supozycją kardynała Newmana z „Przeświadczenia wiary”, został definitywnie rozstrzygnięty. Jednakże to wcale nie oznacza, że pasja życia nie bierze od czasu do czasu góry. Burzy poczucie ładu, chwieje ufnością, naznacza twórczość rysą tragizmu. Skądinąd Carl Gustaw Jung w rozprawie filozoficznej „Odpowiedz Hiobowi” uświadamia nam, że Bóg i człowiek nie rozumują tymi samymi kategoriami, nie posługują się tym samym językiem. Pytaniom może więc towarzyszyć jedynie milczenie. Pytaniom, które zadaje również trawiony śmiertelną chorobą poeta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s