Jerzy Liebert: z rodu Hioba (2)

Dogłębny tragizm ujawni się przede wszystkim w Liebertowskim wizerunku Boga. Podobnie jak w biblijnym przesłaniu, jest on Wszechmocny i Wszechobecny: zna zawczasu zamiary i czyny poety, każdą myśl i uczucie, a jednocześnie jest nieuchwytny, nierozpoznawalny, niezrozumiały. Żywi miłość do każdej istoty, ale też zgadza się na koegzystencję dobra i zła, miłosierdzia i okrucieństwa. Niełatwo jest to wytłumaczyć wolną wolą człowieka lub zasadą kontrastu. Tym bardziej, że wolna wola człowieka wynika z aktu woli Boga. Jak to określi profesor Stefania Skwarczyńska w „Kościele wojującym”, publikowanym w „Tygodniku Powszechnym”: „Walka Lieberta toczy się w nim samym. Jest to walka z Bogiem o Boga w sobie, walka o linie człowiecze w człowieku Bożym”. Poeta stawia pytania, na które, posługując się empirią czy racjonalizmem, nikt jeszcze nie dał w pełni zadowalającej odpowiedzi. Stwórca jest uosobieniem dobroci, akceptuje posłannictwo poety i poezji („Poeci”), otacza czułą opieką naturę(„Gołębie w kościele św. Aleksandra”), lecz równocześnie pogrąża w rozpaczy, umacnia w poczuciu absurdu i osamotnienia: „Ścigani płaczem i wronim krakaniem,/ Z truchłem, pobledli, pójdziemy przez siebie…(„Rapsod żałobny”), ” Wiera jak ogień/ Wypali oczy/ Dymem otoczy/Wzrok mi przywraca.” (” Kuszenie”) – zmusza do nieustannej walki wewnętrznej, wystawia na próby. Doprowadza do bluźnierstw: ” W smolistej pustce głos twój brzmi/ Kołuje, dzwoni przenikliwy./ Za co mnie ścigasz? Płoszysz sny / Trapisz, żywiole mściwy! („Boża noc”).

Być może sam Bóg, poprzez poetę jako medium, albo w wyniku bezdusznego zaniechania, pozwala na świętokradczą w istocie konkluzję, że to Szatan determinuje los człowieczy, on ustala i określa jego kształt i treść, bowiem w nim jest siła i aktywność. Mogą to wskazywać obrazy – „Smolisty stropie”, „Ty, ciemny sens Wszechrzeczy”, „Płoszysz sny/ Trapisz, żywiole mściwy”. Liebert nawiązuje tutaj, chcąc czy nie chcąc, do tradycji zaczynającej się od „obit Gustavus, natus est Conradus” do demonologi Stanisława Przybyszewskiego i lucyferycznych wierszy Tadeusza Micińskiego- „Kain”, „Ananke”, „Lucyfer”, gdzie pobrzmiewało głośne: „Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,/ lecący z jękiem w dal-jak głuchy dzwon północy/ ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy” (Lucyfer”). Nie ma wątpliwości, że Liebert doskonale znał dzieło poetyckie autora w „W mroku gwiazd”. Zresztą mottem z Micińskiego opatrzył wiersz „Ptaszki św. Franciszka”.

W gruncie rzeczy utworem „Boża noc” postawił następne, niezwykle istotne pytanie, które pojawiało się już u orfików, Augustyna Aureliusza i mistyków. Jakie relacje istnieją między Bogiem i Szatanem.? Podległości? Równości? Jeżeli to drugie, to przypuszczalnie za przyzwoleniem Boga. Ale jeżeli tak faktycznie jest, to Bóg akceptuje istnienie zła, a więc nie może być Wszechmiłością! A może Szatan – potężny niezniszczalny – jest także Bogiem?

Liebert przez cały okres twórczego życia dążył do stworzenia własnej teodyceji, pragnął antymanicheizmu w swojej koncepcji Boga podług znanej zasady „Uwierz, żebyś zrozumiał”, chciał połączenia caritas i amor. Śmiertelna choroba i cierpienia z nią związane niweczyły te wysiłki. Popychały do manifestowania rozpaczliwej niezgody. (a propos: Immanuel Kant twierdził, że teodyceja została stworzona po to, żeby rehabilitować Boga za świat przez niego stworzony i bliskie to było niekiedy Lieberta).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s