Grass i niemiecki „Titanic”

Czas szczególnej ekscytacji zakończeniem EURO 2012 zbiegł się z wizytą w Gdańsku Guntera Grassa. Powodem przyjazdu noblisty była wystawa jego akwareli w Galerii Gdańskiej i wystawienie w Teatrze Miejskim w Gdyni „Idąc rakiem”. Tekst powieści do wymogów scenicznych zaadoptował Paweł Huelle. Nie jest jakimś ewenementem łączenie zdolności plastycznych z kunsztem słowa. Wśród Niemców przed Grassem czynili to z powodzeniem Peter Weiss czy Wolfgang Hildesheimer, a autor „Blaszanego bębenka” zwykle mówi, że „Rysuję zawsze, nawet gdy nie rysuję…”. Nie chcę wgłębiać się w ocenę wartości malarstwa Gdańszczanina; skłaniam się ku poglądowi, że Grass malarz bez Grassa pisarza nie obroni się zbytnio. Ilustracje z tomu „Rzeczy znalezione” lub zbioru esejów „Moje stulecie”, dopełniają obrazy kreślone przez słowa, dopiero z nimi stanowią estetyczną jedność.

Bardziej mnie interesuje wystawienie „Idąc rakiem” na pokładzie „Daru Pomorza”. Odrobinę cofnę się wstecz. Po konferencji w Casablance w 1943 roku, alianci rozpoczęli strategiczne bombardowania Niemiec, co było poniekąd ludobójstwem, m.in gehennę Drezna opisał potem Kurt Vonnegut w „Rzeźni numer pięć”. Jeszce bardziej brutalni byli Rosjanie i od lutego 1945 roku doszło do mordowania cywilów w Żaganiu, Kostrzynie i wielu innych miejscowościach, a Polacy założyli dla Niemców obóz koncentracyjny w Łambinowicach. Sporo działo się na morzu; 30 stycznia 1945 roku z portu w Gdyni odpływa liniowiec „Wilhelm Gustloff” i ma na pokładzie tysiące uciekinierów z Pomorza i Prus Wschodnich, w tym kilka tysięcy dzieci. „Gustloff”, po kilkunastu godzinach dramatycznego rejsu, zostaje storpedowany przez sowiecki okręt podwodny i w lodowatym Bałtyku ginie około 9 tysięcy ludzi (na legendarnym Titanicu” 1,5 tysiąca). Właśnie o tragedii „Gustloffa” Grass napisał powieść „Idąc rakiem” i nie było jego zamiarem udowadniać, że Niemcy również byli równoprawnymi ofiarami tej wojny wraz z innymi nacjami. W losie liniowca widział alegorię wzlotu i upadku Niemiec, opowiedzianą przez Tullę Pokrefke, która jako jedna z nielicznych ocalała i jej wnuka Konrada.

Wielki liniowiec został nazwany na cześć męczennika nazizmu Wilhelma Gustloffa, był przywódcą NSDAP w Szwajcarii i zginął w 1937 roku z rąk żydowskiego zamachowca; podobny typ do Horsta Wessela i Otto Planety… Woził turystów po Morzu Śródziemnym i do norweskich fiordów, a potem był statkiem szkoleniowym. Jego koniec symbolizuje upadek III Rzeszy i jest oskarżeniem w gruncie rzeczy każdego totalitaryzmu. Ciekawe, że sprawa tej największej w dziejach tragedii morskiej jest dla większości Polaków zupełnie nieznana. To pokłosie wielu „białych plam” w naszej współczesnej podręcznikowej historii i jej odpowiedniego preparowania. Zatem wystawienie „Idąc rakiem” w Gdyni to wydarzenie nie tylko artystyczne, ale i edukacyjne.

Dla Grassa „Wilhelm Gustloff” to pretekst do rozliczeń z najnowszymi dziejami Niemiec. Już po publikacji „Idąc rakiem” doszło jednak do komercjalizacji tego tematu. Reżyser Joseph Vilsmeier nakręcił film ” Gustloff-rejs ku śmierci”. Była to niemiecka odpowiedz na „Titanica” Jamesa Camerona i okazała się sukcesem finansowym; obraz oglądało ponad 8 mln Niemców. Film skupia się na romansie kapitana „Gustolffa” z piękną Eriką i upraszcza, wręcz fałszuje wydarzenia na liniowcu. Można i tak o niemieckim „Titanicu”.

Copyright by Maek Sienkiewicz, 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s