Pearl Jam i rockowe wspominanie

Tydzień temu spotkałem przypadkowo na jednej z ulic Doliny Dzwonów znajomego. Okazało się, że reaktywuje swoją formację rockową, kiedyś o wdzięcznej nazwie „Thais”, a teraz potrzebuje starych tekstów, które dla tej grupy napisałem. W całej tej historyjce budujące jest to, że facetom dobrze po czterdziestce chce się jeszcze przenosić w czasy, kiedy byli pięknymi dwudziestoletnimi, znowu przy dość agresywnym rocku szaleć na scenie.Prawdę mówiąc to spotkanie nastroiło mnie na tyle nostalgicznie, że po powrocie w domowe pielesze zacząłem słuchać starych płyt King Crimson, Genesis, wróciłem do grunge’owych brzmień Pearl Jam.

Wywodzę się z pokolenia, które z pietyzmem odnosiło się do muzyki poważnej, ale słuchało przede wszystkim rocka, jazzu, folku i wszelakich mieszanek z tych odmian lżejszej muzy. Zdarza mi się, że po Ravelu wsłuchuję się w wokalizy Casandry Wilson czy ścianę dźwięków Blonde Redhead z ujmującą Japonką Kazu. W każdym razie ostatnio był przede wszystkim Pearl Jam z moim ulubionym albumem „Ten”. Dlaczego Pearl Jam? Bo nawiązują stylistycznie do muzyki lat sześćdziesiątych i niezwykle poważnie podchodzą do warstwy tekstowej utworów. Wokalista i lider Eddie Vedder w dalszym ciągu wierzy, że rock może być poezją Jest to granie bez sztafażu, sztucznych upiększeń i wspomagania. Jest to rock bez blagi i fałszerstw.

Bliskie mi są pierwsze trzy płyty Pearl Jam: „Ten”, „Vitalogy”, „No code”, gorzej znoszę ostatnie dokonania Veddera i spółki” Riot Act”, „Backspacer” i solowy album wokalisty „Ukalele songs” .Na „Ten”wspaniała ballada „Black” o niespełnionej miłości i kobiecie będącej”gwiazdą na niebie kogoś innego”, a także autobiograficzny „Alive”, który zaczyna się opisem dramatycznej rozmowy z matką:: ” „Synu” powiedziała, mam dla ciebie małą nowiną/ To, co uważałeś za tatusia to tylko…” Okazało się, że prawdziwy ojciec Veddera nie żyje od trzech lat…Szesnastoletni Eddie opuścił dom rodzinny i zerwał całkowicie kontakty z matką. Od tej pory poświęcił się muzyce i jednocześnie tworzył mit kontestatora, zagubionego i zbuntowanego młodzieńca, który uciekł od rodziców, żeby też zerwać ze światem drobnomieszczańskich wartości.

Oprócz nagrań z Pearl Jam Eddie Vedder realizuje solowe albumy. Napisał piosenki do filmu ” Przed egzekucją” z Seanem Pennem, a potem powstała muzyka do „Into The Wild” w reżyserii właśnie Seana Penna.W wywiadach wspomina:” Kiedyś Sean Penn wpadł do mnie z nowym filmem.Siedliśmy na podłodze, paliliśmy papierosy i oglądaliśmy. Byłem tak poruszony, że o mało się nie popłakałem”. Obraz przedstawia autentyczną historię 24-latka, który po studiach porzuca dom i wiedzie samotne życie na Alasce; tam też ginie w tajemniczych okolicznościach. Powie ktoś: ulubiony temat Veddera. Faktycznie w bohaterze filmu mógł odnaleźć siebie. Natomiast płyta „Info The Wild” świetna i warstwie tekstowej pełna nonkonformizmu i sprzeciwu wobec tego, co oferuje nam konsumpcyjna współczesność.

Eddie Vedder nie gwiazdorzy, nie ma w nim nic z bufona. Często przemienia się z lidera słynnego rockowego zespołu w wagabundę i występuje na imprezach charytatywnych lub zupełnie przypadkowych koncertach. Podobno kiedyś z koszykarzem Dennisem Rodmanem pojechał na Hawaje. Tam w klubie usłyszał amatorski zespół, który właśnie grał covery Pearl Jam. Vedder do tych muzyków z impetem dołączył , a potem sam zagrał kilka nowych utworów. Charakterystyczny jest dla lidera Pearl Jam i jego kompanów m.in Jeffa Amenta i Stone Gossarda film ” Immagine In Cornice” z trasy po Włoszech i koncertów w Bolonii, Weronie, Mediolanie. W tym obrazie w finale „Alive” Vedder potyka się i upada na scenę…Każdy zespół by to wyciął z filmu. Jednakże nie Pearl Jam, któremu zależy na autentyzmie i szczerości w przekazie nie tylko muzycznym. Jeszcze jedna scena: Vedder wchodzi na zabytkową wieżę i pozdrawia z góry tłum fanów.Pomyśli ktoś; idol i jego wyznawcy. Ale to wrażenie szybko okazuje się złudzeniem Widać jak lider Pearl Jam bierze szczotkę i zaczyna tą wieżę zamiatać. Wszak jest antygwiazdą i zapalonym ekologiem.

Znowu słucham „Black”….

Advertisements

One thought on “Pearl Jam i rockowe wspominanie

  1. Paweł Zięba - Pablo

    Miło jest przeczytać o sobie takie rzeczy. Ale do rzeczy. Faceci „dobrze po czterdziestce” bardzo proszą o tekst „Ikara”.
    A tak na marginesie – osobiście wolę Led Zeppelin czy Black Sabbath.Pozdrawiam, Pablo – perkusista.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s