Mario Vargas Llosa: o gorzkim końcu rewolucji

W naszym w miarę stabilnym życiu coraz częściej możemy usłyszeć głośne pomruki kontestacji i buntu, które dosyć szybko mogą przeistoczyć się w rewolucyjne wrzenie. Rozpoczęła się gorąca jesień na ulicach Aten i Madrytu, a i w naszym kraju znakomity poeta Jarosław Marek Rymkiewicz zwrócił się z apelem do Prawdziwych Polaków, żeby już szykować butelki z benzyną. Niedawno zmarły Carlos Fuentes, nazywany sumieniem Meksyku, wieścił, iż duch rewolucji przez kilka następnych lat winien stanowić esencję Ducha Dziejów.

Przy okazji niedawnych rozważań Carlosa Fuentesa można przypomnieć innego Meksykanina. W połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, były pracownik fabryki opon w Guadalajarze, Juan Rulfo ogłosił skromniutką rozmiarowo powieść „Pedro Paramo”, która zapoczątkowała latynoski boom w literaturze. Powieść ta posługuje się oczywiście realizmem magicznym, z którego wynika przekonanie,że obiektywnie istniejący świat nie jest jedynym z możliwych i że są inne, utajone, irracjonalne i nierzeczywiste. Jest też w tej prozie krótka synteza meksykańskiej rewolucji; zbuntowani chłopi przychodzą do Paramo, żeby go obalić, a on daje im pieniądze, broń i nasyła na swoich przeciwników – oto cała charakterystyka ideowa zrywu mas chłopskich.

Proza Juana Rulfo przyczyniła się do wzrostu zainteresowania pisarstwem Julio Cortazara, Ernesto Sabato i przede wszystkim debiutującego prawie dziesięć lat później powieścią „Miasto i psy” Peruwiańczyka Mario Vargasa Llosy. Ten laureat literackiego Nobla z 2010 roku miał wcześniej również polityczne ambicje, ale w wyścigu o prezydenturę Peru przegrał z Alberto Fujimorim, który będzie odnosił sukcesy w walce z terroryzmem, lecz zniszczy go korupcja i skrytobójstwo. Terroryzm wstrząsał dawnym krajem Inków od 1980 roku i stało się to za sprawą profesora filozofii Uniwersytetu w Limie Abimeala Guzmana, założyciela maoistowskiego Świetlistego Szlaku, prężnie działała też lewacka grupa Tupac Amaru i mniejsze ugrupowania anarchistyczne. Llosa miał do tego typu organizacji i ich działań zdecydowanie negatywny stosunek, ale w wymiarze literackim pełną syntezę zjawiska terroryzmu w Ameryce Łacińskiej i nie tylko, bo Lima to symbol „gorszej części” naszego świata, przedstawi w powieści „Historia Alejandra Mayty”.

Peruwiański rewolucjonista Mayta walczy o świat, w którym zniknie „dyskryminacja i wyzysk”. Ale walka o nowy, wspaniały świat ma swoje ciemne, wręcz groteskowe strony. Lewicowe grupki dzielą się na aprystów, stalinistów, trockistów; ci ostatni na kilka mniejszych i całymi dniami dyskutują o tytule pisma, którego de facto nikt nie czyta, ale żeby zdobyć pieniądze na broń, napadają na banki. A gdy wywołują powstanie w imieniu chłopów-Indian, to ci ostatni nawet nie chcą wiedzieć o co chodzi (casus Che Guevary i jego walki w Boliwii zakończonej tragiczną śmiercią w 1967 roku). Nic nie działa jak trzeba, nikt nie robi tego, co zaplanowano i nawet śpiewanie „Międzynarodówki” to jakaś nędzna parodia rewolucyjnej pieśni. Mayta był rewolucjonistą jeszcze przed zwycięstwem Ruchu 26 Lipca na Kubie, teraz za broń chwyciły dzieci starych rewolucjonistów; które brutalnością dorównują wojskom rządowym; to wyraźna aluzja do Świetlistego Szlaku i metod reżimu Fujimoriego. Terror rewolucji zderza się z równie bezwzględnym terrorem autorytarnego państwa (Fujimori chętnie posługiwał się terroryzmem państwowym). Llosa całą opowieść puentuje wizjonerskim opisem-parabolą śmietnika. Wszędzie sępy, szczury, bezpańskie psy i dzieci: to nie tylko obraz slumsów, ale całego miasta. W wymiarze metaforycznym Lima, która staje się Madrytem, Atenami, może zgodnie z marzeniami Rymkiewicza…Warszawą. Nowi „Meytowie” już dorastają, w rozpaczy mogą chwytać za kamienie lub broń i chcąc wydobyć się ze śmietnika, pogrążą się w nim jeszcze bardziej.

Peruwiański noblista ustami starego Mayty mówi, że rewolucje nie przynoszą niczego dobrego, ale będą dopóki, dopóty świat będzie śmietnikiem. Nie jestem jakimś dziedzicem Edmunda Burke’a i toleruję, czasem popieram, wszystkie rewolucje, jednakowoż bez użycia przemocy i broni. W przypadku działań o charakterze terrorystycznym – ze strony ekstremistów i państw – muszę się z diagnozą Llosy zgodzić. Jest ona również przestrogą dla następnych „Maytów i Fujimorich.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s