Borowski, Wiesel, Kertesz i holocaust (1)

Tadeusz Borowski popełnił samobójstwo w lipcu 1951 roku, mając zaledwie 29 lat. Zazwyczaj uważa się, że padł ofiarą nowej wiary – w stalinizm, której rodowód brał się z zawiedzionej miłości do świata, do jego kultury, sztuki, literatury, języka Wcześniej, po doświadczeniu Auschwitz , wybrał pełen nienawiści język walki politycznej pisząc: „więcej artyzmu jest w krótkiej odezwie KPP niż we wszystkich „sklepach cynamonowych”, co jakoby miało wynosić stalinowski socrealizm ponad degrengoladę Schulza i jemu podobnych. W okresie wojennym był przede wszystkim poetą i dopiero działanie Anatola Girsa, wydawcy i współtowarzysza z obozu Dachau przyczyniło się do tego, że były lagrowiec, pracując w Biurze Poszukiwania Rodzin, zaczął zajmować się prozą. Należy zaznaczyć; prozą, która od razu wywoływała spory i awantury, a nieobecność Borowskiego we współczesnej debacie i w polskim myśleniu to coś więcej niż skandal. To problem polskiej kultury i jej marnego etosu umysłowego.

Już wspomniałem, że droga Borowskiego do afirmacji zbrodniczego dzieła Stalina wiodła przez koszmar rzeczywistości obozowej. W opowiadaniu „U nas w Auschwitzu” wspominał Platona z jego idealizmem obiektywnym i niewzruszoną wiarą w dobro, piękno, prawdę i pisał: „pamiętasz jak lubiłem Platona. Dziś wiem, że kłamał. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał, ale leży ciężka, krwawa praca człowieka.” Inaczej mówiąc, cała historia to nieprzerwany i niezmienny korowód przemocy, okrucieństwa, zniewolenia – począwszy od losu budowniczych piramid a skończywszy na niewolniczej pracy więźniów Auschwitz. Z tego poglądu o całkowitym fiasku platońskiej koncepcji świata, rozwijanej do dziś, autor opowiadania wyciąga przekonanie, że sztuka, literatura, nie są możliwe i przydatne. Albowiem są tylko pięknym kłamstwem, parawanem dla ponurych zbrodni, cierpienia i samotności. Sztukę uprawiano również w obozach koncentracyjnych, i ten fakt jeszcze bardziej ją pogrąża. W Oświęcimiu grano Bacha i Beethovena, a kilkaset metrów dalej zagazowywano ludzi w komorach.

W polskiej literaturze powojennej nie ma chyba, prócz prób podjętych przez Tadeusza Różewicza, tak skrajnego i jednoznacznego osądu naszej kultury i jej miałkości, jak w twórczości Tadeusza Borowskiego. Dla pisarza Auschwitz to swoiste laboratorium, w którym przeprowadza się doświadczenie na naturze ludzkiej, trwałości podstawowych wartości z kręgu kultury śródziemnomorskiej. Najbardziej szokujące dla niego nie są rozmiary zbrodni, ale ludzka obojętność i bierność wobec zła, co też świadczy o iluzoryczności ideałów chrześcijaństwa czy humanizmu. Ponadto proza Borowskiego odwraca sens i znaczenie tradycyjnych pojęć. W europejskiej kulturze nadzieja była jedną z podstawowych wartości, nadającą sens i znaczenie ludzkiemu losowi. W oświęcimskim laboratorium jest inaczej; to właśnie ona pozwala na apatię, każe nie ryzykować buntu, pogrąża w martwotę i pozbawia resztek człowieczeństwa. Rwie więzy rodzinne i nakazuje matkom wyrzekać się dzieci, żonom sprzedawać się za chleb na oczach mężów. Upada klasyczna alternatywa dobra i zła, ale także mit szlachetnej ofiary, która zazwyczaj może przeżyć kosztem życia innego człowieka; w tym świecie nie ma niewinnych. Przestaje mieć znaczenie klasyczny kodeks moralny będący czystą spekulacją i abstrakcją od czasów Platona, św. Augustyna i innych mędrców. Prawdziwy w życiu ludzi jest tylko ból, głód i śmierć.

Czym było dla Borowskiego wyjście z obozu? Na pewno nie było cezurą, która oddzielałaby stary i nowy świat. Było natomiast jeszcze jednym potwierdzeniem kryzysu naszej kultury, dogłębnego i trwającego do dnia dzisiejszego. Przeświadczenie o tym pchnęło go do publicznego wyparcia się własnych wczesnych arcydzieł, pastwienia się z nienawiścią nad życiem, twórczością innych pisarzy i pisania apologii Feliksa Dzierżyńskiego. Przyczynił się również do kontrowersyjnego stwierdzenia filozofa Theodora Adorno, że po Oświęcimiu sztuka i literatura nie mają żadnego głębszego uzasadnienia i sensu. W ślad za Adorno zaczęli podążać Wiesław Kielar, Tadeusz Różewicz i węgierski Żyd, który przeżył Auschwitz i stworzył pojęcie „Holocaust”, Elie Wiesel z powieścią „Noc”.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s