Kazimierz Malewicz i suprematyzm

Ostatnio wychodząc z pewną piękną i mądrą muzą z wystawy rysunków Bruno Schulza z „Xięgi bałwochwalczej” w Muzeum Narodowym w Krakowie zwróciłem uwagę na to, że poniżej prezentowane są prace twórcy suprematyzmu Kazimierza Malewicza. Ten rosyjski malarz polskiego pochodzenia intrygował mnie od lat o tyle, że łączył w sobie tendencje ekspresjonistyczne i kubistyczne i stworzył kierunek w malarstwie, który w formule Czystej Formy próbował wprowadzić do sztuki Witkacy. Wszak suprematyzm zakłada całkowite oderwanie sztuki od rzeczywistości i stawia na czyste odczucie, supremację w percepcji dzieła przede wszystkim odbiorcy.

Malewicz urodził się w Kijowie w polskiej katolickiej rodzinie, a swoją artystyczną edukację pobierał w Kursku i Moskwie. Chociaż zruszczony, zachował z dzieciństwa znajomość języka polskiego. Po okresie kubo-futurystycznym, czego świadectwem był obraz „Życie w dużym hotelu” z 1913 roku, trzy lata później maluje „Suprematyzm”, będący niejako ilustracją do teorii o tej samej nazwie, a potem pojawi się m.in słynny „Kwadrat”. W Polsce będzie tylko raz, w 1927 roku w Warszawie. W tym czasie jego sytuacja w ZSRR, jeszcze przed nastaniem dyktatu sztuki socrealistycznej, nie była godna pozazdroszczenia. Zabroniono mu eksponowania prac i oskarżono o burżuazyjny formalizm. Próbował wystawiać prace w Berlinie dzięki protekcji znajomego architekta Hugo Heuringa, ale tam doszli do władzy naziści, którzy jego sztukę zakwalifikowali do tej „zdegenerowanej” lub „bolszewicko-żydowskiej”. W swoim kraju aż do śmierci w 1935 roku pozostawał pod nadzorem i „czujną opieką” bezpieki.

Zatem suprematyzm, jako jeden z nielicznych kierunków, ma swoje polskie korzenie. Z samym Malewiczem los nie obchodził się łaskawie jeszcze długo po jego śmierci. Przez ponad pół wieku suprematyzm był wymazywany, wręcz usuwany z rosyjskiej historii sztuki i dopiero pod koniec lat 80-tych, Malewicz stał się powszechnie znaną wielkością. Przyczyniła się do tego aura związana z „pierestrojką” i początkiem rządów Gorbaczowa; znowu okazało się, jak dużo w sztuce zależy od koniunktury politycznej. Ciekawe, że po wojnie Hugo Heuring próbował obdarować obrazami Malewicza muzeum w Hanowerze, ale Niemcy nawet za darmo tych prac nie chcieli. Po śmierci Hueringa wdowa po nim sprzedała za niewielką sumę jego obrazy do Stedelijk Museum w Amsterdamie. Po triumfalnym powrocie Malewicza na światowe wystawy, ceny jego obrazów niebotycznie wzrosły i wówczas dochodzić swoich praw zaczęli dochodzić także krewni malarza; wcześniej niezbyt zainteresowani jego „bohomazami”. Czyli przypadek Malewicza jak w soczewce skupia prekursorskie dzieło, politykę, ideologię i w końcu chciwość. Często w przypadku zapomnianych, a potem przypomnianych artystów pojawia się spór o prawa i pieniądze.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s