Tadeusz Kantor i Cricot 2

Na początku grudnia minęła kolejna rocznica śmierci Tadeusza Kantora, o którym anegdotycznie czasem wspomina Telemach Pilitsidis, bowiem zetknął się z przyszłym założycielem Teatru Cricot 2 na krakowskiej ASP. Wielki mag teatru i sztuki podczas próby spektaklu „Dziś są moje urodziny” wyglądał na bardziej zmęczonego niż zwykle, ale nikt nie przypuszczał,że może być poważnie chory. Tymczasem następnego dnia wesołe pogaduszki aktorów Cricot 2 przerwał telefon ze szpitala; okazało się, że Kantor został tam odwieziony tam przez lekarkę i po kilku godzinach umarł.

Powiedzieć o Kantorze, że był nowatorski i wciąż w sidłach weny twórczej to mało. Właściwie jedyną realnością jaka interesowała Kantora była sztuka. Była to jego jedyna droga do prawdy o sobie i otaczających go ludziach. Nie była to droga wierzącego w ustalone kanony piękna estety, ani też naśladującego rzeczywistość kopisty. pasował jak ulał na koryfeusza antysztuki. Nieprzypadkowo w „Emballange Hołdu Pruskiego” wyeksponował symbol krytycyzmu i przenikliwości-Stańczyka. Przez całe twórcze życie głosił idee ciągłego wypierania starego przez nowe, znanego przez nieznane; przełamywał bariery między artystą i życiem. Jako malarz czerpiący z surrealizmu( m.in „Kobieta w drzwiach”)i informelu, którego jednym z prekursorów był jeden z jego ulubionych poetów Henri Micheaux, miał indywidualne wystawy w Nowym Jorku, Paryżu, Sztokholmie, a będąc scenografem w teatrze repertuarowym ustawicznie kwestionował naturalistyczną konwencję. Największą sławę przyniósł mu jednakże nawiązujący nazwą do przedwojennego teatru artystów, tradycją do własnego teatru podziemnego- Cricot 2. Był jego mistrzem ceremonii, reżyserem i aktorem, autorem sztuk.Był jego duszą i ciałem. A wizjonerstwo Kantora kazało Cricotowi przeżywać w sposób nader ekspresyjny okres teatru autonomicznego, potem zerowego happeningowego, niemożliwego i śmierci. Moim zadaniem ten ostatni, zapoczątkowany spektaklem „Umarła klasa”, jest zdecydowanie najciekawszy.

W przedstawieniu tym niczym do Gombrowiczowskiej klasy, miejsca „upupienia” i przyprawiania „gęby” umarli wracają do ławek i siadają obok swoich manekinów -sobowtórów.. Są one wytworem czasu przeszłego, w którym został stworzony normatywny wzorzec manekina jak i egzystencji, która pragnąc ukryć swoją wewnętrzna pustkę i postępującą degradację indywiduum „odpowiedników ludzkich”, o czym wspominał Schulz w „Traktacie o manekinach”, inscenizuje samą siebie, staje się jedynie elementem teatralizacji życia .Zatem żywi upodobniają się i przekształcają w sobowtóry manekinów, a te z kolei są sobowtórami umarłych..Korowód, w którym bohaterowie, aby ukryć wewnętrzną pustkę wciąż próbują grać samych siebie, przybierać role i maski, tworzyć teatr. A to wszystko wpisane w etos galicyjskiego miasteczka w przededniu wybuch I wojny światowej i losów klasy przedmaturalnej. Kantor nigdy nie ukrywał, że Schulz, Witkacy, Gombrowicz, a także Freud, protoplasta surrealizmu i nurtów artystycznych,  w których zanika relacja rzeczywistość-sztuka, inspirowali to wielkie wydarzenie teatralne dokumentalizowane w 1976 roku przez Andrzeja Wajdę.

Drugi spektakl z cyklu Teatru Śmierci ” Wielopole,Wielopole”, wystawiony w czerwcu 1980 roku we Florencji, niczym echo pamięci wraca do miejsca urodzin artysty, mianowicie wsi Wielopole Skrzyńskie znajdującej się przeszło 100 km od Krakowa. Przedstawienie o obrazach i okruchach pamięci z dzieciństwa, które wraz z przybywaniem nam lat staje się coraz bardziej mroczne i wypełnione obecnością umarłych aż w końcu przywoływanie wspomnień jest przywoływaniem śmierci. Również o podwójności i dwuznaczności każdej postaci(ciotka Mańka, wujowie Karol i Olek, rozstrzeliwany trzykrotnie Rabinek, Adam i rekruci-piłsudczycy), która chce być sobą i zawsze jest kimś innym, nierzeczywistym jak manekiny lub cyrkowe kukły. Sztuka „Niech szczezną artyści” inspirowana powieścią Zbigniewa Uniłowskiego „Wspólny pokój” to początek rozliczania się artysty z własnym dziełem i życiem, a kliszom, strzępom pamięci z dziejów umierania Rodziny z Wielopola towarzyszy śmiech, błazenada, bowiem śmiech i śmierć zawsze chodzą w parze. Jak ruch i bezruch.Kantor-aktor zaczyna pojawiać się na scenie z trumienką i zapowiadać rychłe spotkanie z „Tą Panią”. Podobne sceny, może dobitniejsze i bardziej wyraziste  towarzyszą kolejnej i ostatniej sztuce ukończonej, granej pod bacznym okiem i podług ceremoniału Kantora ” Nigdy tu już nie powrócę” z 1988 roku.

Zapowiadana przez Kantora i nieoczekiwana dla wszystkich z jego najbliższego otoczenia śmierć, czyli „Ta Pani” , przyszła 8 grudnia 1990 roku. Wcześniej częstokroć krytycy powtarzali, zasugerowani sztuką mistrza z Wielopola, że kantorowscy aktorzy to kukły, które nie są w stanie nic bez niego uczynić. Ta opinia okazała się z gruntu fałszywa .Wkrótce „Beckettiana”. w reżyserii braci Janickich okrzyknięto najlepszym spektaklem teatralnym we Włoszech na początku lat 90-tych, a dwójka cricotowców Ludmiła Ryba i Roman Siwulak przygotowali „Nowe Wyzwolenie” w Mediolanie, z powodzeniem reżyserią w Paryżu zajęła się Marie Vayssiere. Większość aktorów rozjechała się po świecie i odnosiła sukcesy. Niestety, bez Kantora, przedstawienia Cricot 2 były nużące,martwe i teatr szybko przestał istnieć. Kantorowską tradycję i dokumentację działań artystycznych  twórcy „Umarłej klasy” kontynuuje Cricoteca  w Krakowie. To pozwala żywić nadzieję, że ten światowej rangi, jednocześnie jakże polski artysta, długo jeszcze będzie zmuszał do refleksji, budził spory i polemiki interpretacyjne, żył w pamięci następnych pokoleń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s