Witold Gombrowicz i „Kronos”

Od tygodnia dochodzą wieści, że Wydawnictwo Literackie ma w niedługim czasie wydać intymny dziennik Gombrowicza „Kronos”; zapiski z lat 1953-1969 prowadzone z buchalteryjną dokładnością i dotyczące lęku, wahań, zmagań z chorobą, terapii, relacji seksualnych z mężczyznami jak i z kobietami. Zgodę na publikację wydała Rita Gombrowicz, żona i strażniczka pamięci i idei po autorze „Ferdydurke”. Kanadyjka wielokrotnie podkreślała, że jej związek z pisarzem był efektem jego dominującej osobowości, szacunku i podziwu dla jego twórczości, a nie miłości. Napisanie przez nią książki „Gombrowicz w Europie” było rodzajem pełniejszego przeżycia żałoby, przedłużeniem okresu bycia z nim, ale też wyzwolenia od wpływu Gombrowicza. Teraz wydaje de facto „Kronos”, żeby być w zgodzie z duchem Gombrowicza, przekłuć balon gromadzącej się wokół niego manii wielkości i przywrócić go do roli anty-wieszcza. Nie dla autora „Transatlantyku” są pomniki, a nawet muzea, jak to niektórym marzy się w willi Alexandrine w Vence. Pewną przestrogą, świadczącą o chęci „upupienia” Gombrowicza był chociażby fakt, że ponad 10 lat temu nadano jego imię Teatrowi Miejskiemu w Gdyni i tym samym rozpoczęto cykl nadań, sympozjów, prelekcji itd. Nawet w zwykłych liceach coraz częściej na lekcjach zdarza się, że uczniowie powtarzając za dzisiejszym Bladaczką, twierdzą, że kochają, wielbią, cenią Gombrowicza, bo „Wielkim pisarzem był”, choć niekoniecznie cokolwiek z jego twórczości rozumieją.

Gombrowicz polską powagę, wzniosłość, skłonność do martyrologii, kultywowaną teraz przez wszelakiej maści polityczne, rydzykowe burki i intelektualne zapchane gwizdki z różnych „Od Rzeczy”, obdarzał nader inteligentną ironią. Zawsze sądził, że kiepsko wykształceni i zapyziali, jesteśmy wciąż chorzy na wielkość. Drwiną próbował, poprzez książki, jeszcze bezskutecznie próbuje, leczyć nas z zadufanej wyjątkowości, napuszonej dziecinady, fanatycznych zacietrzewień, które obecnie, wraz z postępującą tępotą osiołkowych (osiłkowych) rodaków, mają się wyjątkowo dobrze i poprzez rytuał wieców, pochodów, marszów, procesji, pragną zatupać i ukryć faktyczne skundlenie, zakłamanie przerażającą twarz kołtuna. Próbował uzmysłowić iluzję bycia pawiem, gdy się jest jedynie żałosną papugą. Jednego Gombrowicz nie przewidział; sam stanie się m.in poprzez kanon lektur szkolnych uznanym mistrzem i następcy, ” uczniowie”, zaczną mu dorabiać, swój ubogi cynizm, biorąc za bogactwo ducha, cokolwiek nadętą, „sztuczną gębę”.

Redakcję zapisków wchodzących w skład „Kronos” prowadzą Paweł Glożinski i Małgorzata Niemczyńska. Obydwoje podkreślają wręcz ich anty-literackość, jakby wyszły spod ręki księgowego. Ponoć poznał je także Janusz Palikot; dla niego były „szokujące” ze względu na biseksualizm Gombrowicza. Po co Rita Gombrowicz, która zajmowała się ostatnio m.in popularyzacją twórczości kanadyjskiego poety Gastona Mizona, wraca do „Kronosa”? Wydaje mi się, że chce uzwyczajnić Gombrowicza, dopełnić jego postać przez to, co trywialne, pozbawić ją nimbu wyjątkowości, czyli narastającej z czasem „gęby”. I pragnie być przede wszystkim w zgodzie z samym Gombrowiczem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s