Sienkiewicz na premiera

Rzecz jasna nie chodzi o moją skromną osobę, ale o ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Niezwykle zdolny, medialny, pochodzący ze znakomitej rodziny -jest prawnukiem noblisty- i noszący tak zacne nazwisko polityk, jest szczególnie predysponowany do zajmowania w naszym państwie najwyższych urzędów. Co ciekawe, nie jest  nadmiernie i brutalnie atakowany przez opozycję. jedynie znani z paranoicznej recepcji rzeczywistości Antoni Macierewicz i były szef CBA Mariusz Kamiński zarzucają mu skłonność do histerii; taki zarzut i to z tych ust  podkreśla tragi-groteskowość sztandarowych postaci przeciwników rządu Tuska, któremu skądinąd można wytknąć wiele. Do sprzymierzeńców ministra nie zaliczają się profesorowie Ryszard Bugaj, Zdzisław Krasnodębski i Jarosław Gowin, którym niezbyt podoba się zatrudnianie w gabinecie politycznym ministra żółtodziobów mających ledwie 21 wiosen (nagłośniona przez „Rzeczpospolitą” sprawa Adama Molczaka z King’s Collage w Londynie). Co gorsza owi młodzieńcy nie byli wcześniej choćby znajomymi szefa MSW, nie korzystali z żadnej usilnej protekcji. To wręcz zgroza

Sienkiewicz działał w opozycji antykomunistycznej lat 80-tych w środowisku Krakowa. Po transformacji w 1989 roku zajął się tworzeniem Ośrodka Studiów Wschodnich; dał się poznać jako wytrawny znawca realiów politycznych Rosji, Ukrainy i Białorusi. W związku z tymi zainteresowaniami doradzał w UOP, zajmował się publicystyką na  łamach „Tygodnika Powszechnego” częstokroć przeciwstawiając się narodowym stereotypom; np. wielbioną prze Polaków Konstytucję 3 maja uznaje za główne źródło polskich nieszczęść lub krytycznie analizował- idąc tropem Czesława Miłosza- w świetnym tekście „Ambaras z polskością” naszą „wspólnotę kiełbasiano-flakowo-sienkiewiczowską” W lutym 2013 roku wypłynął na szerokie wody polityczne obejmując po Jacku Cichockim udzielne władztwo w MSW. Humanista i erudyta o szerokich zainteresowaniach szybko musiał porzucić zwiewną togę intelektualisty. Rzeczywiste wyzwania w Polsce każą mu przywdziać niewygodny, niewdzięczny strój żelaznego szeryfa.

Pierwszym wyzwaniem jest opanowanie, stłamszenie brunatnej fali utożsamianej ze środowiskami kiboli (nazywani są „dziećmi Kaczyńskiego”), którzy uzyskali  już dwa lata temu rozgrzeszenie dla swoich działań ze strony PiS i niektórych kapłanów czyniących opus diaboli. Boje Sienkiewicza z neonazistami w Białymstoku udowodniły jednak, że bez współdziałania samorządów, policji, prokuratory i sądów dobre chęci ministra nie wystarczą. Dziennikarskie cykady zarzucają w tym miejscu rozmijanie się słów i czynów Sienkiewicza. Bowiem nie doszło na Podlasiu do ukarania winnych podpaleń domów cudzoziemców, serii  spektakularnych zatrzymań. Jednakże mimo wszystko doszło  do infiltracji brunatnych środowisk, rozerwania swoistej symbiozy policji, polityków PiS i NOP-u  ze zwolennikami faszyzacji i  nazizacji kraju. Teraz po wypadkach w Łomiankach, Poznaniu ( kuriozalny przypadek podlizywania się  prezydenta miasta,  władz klubu Lecha, polityków PO i PiS nazi-kibolom), na plaży w Gdyni, Sienkiewicz  musi zdać trudny egzamin z wiarygodności zapowiedzi i  skuteczności swoich poczynań. Znowu muszę wrócić do wcześniejszej tezy: nie będzie zwycięzcą w tej batalii, jeżeli  pozostanie na placu walki sam, nie uzyska skutecznego wsparcia ze strony władz miejskich i naszych nieobliczalnych orłów Temidy.

Na tle rządowej szarzyzny prawnuk autora „Quo vadis” wyróżnia się silną osobowością z wyrazistym instynktem propaństwowym, inteligencją przeciwstawiająca się wszelakim nacjonalizmom i ksenofobii , niekonwencjonalnym działaniem m.in stawia na młodych Przed nim następne rubikony; konflikt z policyjnymi związkowcami w sprawie ubezpieczeń zdrowotnych służb mundurowych, wdrożeniowy program przeciwdziałający przemocy w rodzinie, wrześniowe strajki w Warszawie, dalsze batalie przeciw nazi-kibolem kryjącym się- a jakże- w cieniu hasła;”Bóg, Honor, Ojczyzna” Mam nadzieje,że sobie z tymi problemami poradzi. Przy zauważalnym zmęczeniu, zużyciu politycznym Donalda Tuska, byłby świetnym kandydatem na jego następcę. Nigdy nim jednak nie zostanie, bo jest bezpartyjny, nie istnieje zaplecze, które mogłoby go wesprzeć. Sprawa z „pisiorem” Pawłem Majcherem  dobitnie to pokazała. Zatem tytuł tego felietonu jest jedynie intelektualną prowokacją. Niemniej  pomarzyć można.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s