Natalii (IV)

Na klatce schodowej pomimo półmroku
dosięga mnie poblask nagłego światła,
jakby niebo już otworzyło się na oścież,
Słońce przystanęło pod jej drzwiami,
żeby później śpiesznie zbiec schodami
odpocząć przed wędrówką za świtem.

Zatrzymałem się w jego magicznej poświacie,
otwieram myślami drzwi przed spojrzeniem,
w którym ona w przezroczystym welonie snu.
Jak dobrze, że siebie i jej nie przebudziłem,
nie potrafiłbym wytłumaczyć cienia obecności
na ograniczonej jej zaufaniem przestrzeni.

Telemach Pilitsidis

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s