Julian Tuwim i współczesni endecy

Wrzawa medialna i zapasy nadzwyczaj mocarnych umysłowo publicystów wokół polskiej wersji Monty Pythona, czyli tzw. komisji Antoniego Macierewicza, od której nie sposób uciec, a także moje powroty do „aptek lirycznych” Juliana Tuwima niejako z góry narzucają koncept, by te dwa wątki tematyczne połączyć i wysnuć jakieś- mniej lub więcej rozsądne- wnioski.. Tym bardziej jest to na czasie, gdyż właśnie ukazała się rzecz o księciu poetów pióra Mariusza Urbanka” Tuwim.Wylękniony bluźnierca” i wbrew sugestiom  niektórych obserwatorów sceny politycznej Jarosław Kaczyński i jego wyznawcy wcale nie nawiązują do tradycji piłsudczyków, lecz do bogoojczyźnianego  pełnego podejrzliwości, zapiekłej ksenofobii  etosu endeków Tak samo jest z dziarskimi zastępami NOP i pokrewnym siłami z frontu odnowy Polski.

Na pewno twórca ‚Kwiatów polskich” był czarnoksiężnikiem, niekiedy rozpasanym alchemikiem słowa, który częstokroć w swoim sugestywnym obrazowaniu zbliża się ku wizjom Bruno Schulza. Niejednokrotnie potępiany przez prasę endecką za to, że był „parchem żydowskim’, który ośmielał się sławić Piłsudskiego, potrafił odpowiedzieć  świetnym i szelmowskim”Na pewnego endeka co na mnie szczeka”: Próznoś repliki się spodziewał/ Nie dam ci prztyczka ani klapsa/ Nie powiem nawet „pies cię je.ał”/ Bo to mezalians byłby dla psa” Czy endek- przedwojenny i współczesny- jest w wymiarze moralnym poniżej psa? Jest gorszy niż pies? Mimo wszystko odpowiedz twierdząca degradowałaby w nas samych poczucie człowieczeństwa nie przynosząc przy tym chwały poczciwym-w większości- czworonogom, które swoją wierna miłością,  lojalnością bronią się same. A propos; problematyka relacji z przedstawicielami fauny nurtowała filozofów i Tomasz Hobbes popełnił pracę o wyższości świni nad homo sapiens.

Gwałtowność  poetyckiego wywodu Tuwima nie może dziwić. Choroba nienawiści zżerała ówczesną i  poniekąd dolega obecnej endecji. Ci, co „krzyż mieli na piersi, a browning w kieszeniach” doprowadzili do śmierci prezydenta Narutowicza. W związku z „Pogrzebem prezydenta Narutowicza” charakterystyczna była- niby przewrotna, sarkastyczna- odpowiedz publicysty ‚Gazety Warszawskiej” Stanisława Pieńkowskiego: „Ha! To Żyd do Polaków tak przemawia, Żyd z bolszewickiego „Skamandra”, młody żydziak, który jeszcze pisać po polsku nie umie, Jojne Tuwim z Gęsiej ulicy (…)” Czyż nie przypomina to w tonie, nastroju wypowiedzi prof Krystyny Pawłowicz, Stanisława Pięty bredzącego o „kacapomordach” w Sejmie, tekstów w ‚Naszym Dzienniku’ , ‚Gazecie Polskiej” czy „W Sieci’, wystąpienia Rafała Ziemkiewicza? Jednakże miejsce Żyda-Tuwima i Żydów zajęły feministki, liberałowie, wszelakiej orientacji przeciwnicy polityczni, którzy teraz śmią mówić o groźbie faszyzacji, atakują  Kościół za pedofilskie afery, wreszcie- w zastępstwie Żydów- Romowie. W Krakowie na zjeździe Związku Literatów zaatakował za „niepolską z ducha” poezję nawet wybitny dramaturg Karol Hubert Rostworowski.

Częstokroć do Lukrecjuczowskiej medytacji nad istotą rzeczy wnosił Tuwim  instynkt herezji, anarchii, bluźnierczej ironii, która miała moc demaskatorską wobec  wszechpolskiego kołtuństwa, pozornej pobożności. Pod nią zazwyczaj kryła się rozpasana zmysłowość i grzęzawisko moralne.Dał temu wyraz już w młodzieńczej „Wiośnie-dytyramb”:A dalej! A dalej! A dalej!/ W ciemne zieleńce, do alej/ Na ławce,psiekrwie, na trawce/ Naróbcie Polsce bachorów(…)/ Rozrzućcie więcej ‚kawaleryjskich chorób” Fascynacja i zanurzanie się w witalizm, fizjologizm ludzkiej natury  czyniło poetę „bezbożnym” u ,świętoszkowatych strażników obyczajowości.Obsesja na punkcie cielesności doprowadził do tego, że poeta zabrnął m.in w zaułki prozy z gatunku porno i zajął  się tłumaczeniem  powieści Guillaume Apollinaire’a „Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara” Ale tytułowy hospodar Mony Valcutascu  to u Tuwima książe Szasza Lejnapiascu, w miarę celnie określił chlubę Serbów- konsula Vzvodana Dupczica. Mimo wszystko nie był krańcowym zwolennikiem świntuszenia, starał się unikać wulgarności. Dla bogobojnych endeków i wielebnego kleru jego oryginalna  twórczość i tłumaczenia był tożsame z uprawianiem demonologii, kultem antychrysta. Tak jak dzisiaj dla środowiska „Frondy” i jej proroka, katolocelebryty Tomasza Terlikowskiego, posłów pod wodzą Andrzeja Jaworskiego walczących z próbami ateizacji Polaków, wszystko,co się kojarzy z Czesławem Miłoszem, Dorotą Nieznalską albo The Beatles i Pink Floyd.

Tuwim gromił mową wiązaną endeckie watahy, ale też nie był bynajmniej łaskawy dla rządzącego obozu sanacji. Druga Rzeczpospolita wyrosła w jego odczuciu z legionowego romantyzmu, z upojenia Mickiewiczem i Słowackim, z najgłębszego przekonania, że jesteśmy spadkobiercami narodowych herosów i bohaterów. Jednak szybko doszło do słów kłamliwych, kolesiostwa i nepotyzmu, krętactw, przełajdaczenia ojczyzny w korupcji i prominenckich „balach w operze”,na które przyzwala Archikrator:”(…)”Dał najwyższy protektorat/ Wszelka dziwka majtki pierze/ I na kredyt kiecki bierze” Dziś też mamy afery i „bale w operze” z udziałem przedstawicieli PO, co tylko potwierdza zasadę, że władza, sprawowana zbyt długo, najczęściej demoralizuje. Ba, spadkobiercy endeków mieli ostatnio również swój huczny „bal w operze” na Podkarpaciu. Trzecia Rzeczpospolita powstała na ideałach solidarności społecznej, nadziei  na sprawiedliwszą, sytą Polskę, wpada w te same koleiny co jej poprzedniczka. Towarzyszy jej przy tym wyniszczająca wojenka polsko-polska między, zalegającymi w swoich okopach św Trójcy, spadkobiercami międzywojennej mierzwy politycznej.

Czesław Miłosz uważał, że Tuwim i reszta Skamandrytów to były diamenty literatury, które nie wykorzystały swojej szansy, nie zaświeciły pełnym blaskiem. Zarzucał im naskórkowość, miałkość intelektualna, nadmierną egzaltację sensualizmem i niedojrzałość polityczną. Nie do końca był to słuszny pogląd; Tuwim wielokroć próbował w swoim poetyckim przesłaniu dotykać metafizyki,zła, przerażał go brak humanistycznego oręża przeciw barbarzyńskim, zwierzęcym instynktom tkwiącym w człowieku, wkraczał w granice „bojaźni i drżenia” Na to wszystko nakładał własne doświadczenie historyczne i ówczesne uwikłania w rzeczywistość sanacyjną. Niewiele różniąca się od tego, co mamy z własnej woli dzisiaj. Skaza na jego postawie był później  służalczy stosunek do patronów stalinizmu. To z kolei rodziło dylematy odnoszące się go wyborów politycznych, co podkreślił w „Jambach politycznych”: „Więc pan szanowny mówi,że mi/ Z politycznością nie do twarzy?/ Żem raczej magik i alchemik / Co słów esencję w tyglu warzy(…) ”  Rozterki, wahania i rozczarowania towarzyszyły mu do końca. Mówiąc językiem wściekłości, trwogi, ironii trafnie jednak diagnozował endecko-przaśnego, polskiego ducha, który w coraz większym stopniu przenika do umysłowości nowego pokolenia Polaków. Siłę jego oddziaływania zobaczymy już 11 listopada podczas narodowej młócki. To też jest powód, żeby tego poetę nie skazywać na zapomnienie. Jeszcze jedno: symptomatyczne jest to,ze podobno ostatnie słowa Tuwima to:”Więcej światła”

Reklamy

One thought on “Julian Tuwim i współczesni endecy

  1. Angie

    Nie, nie, gdy słyszę o Antonim M., to już nawet nie śmieszy ostatnio.Uciekam jak najdalej. Większego kabotyna nie było chyba…

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s