Po północy (dla K…)

Zamknąłem oczy, patrzę teraz na Ciebie
przez wyobrażoną jasność spojrzenia.
Jesteś tak bezbronna w oddechu snów,
które wzięły Cię w spokojne ramiona,
nie zdołałem ich uprzedzić pieszczotą.
Bezwiednie odkrywasz już mistykę ciała
przed rozgrzanym dotykiem nagiego lata.

Westchnęłaś, odwróciłaś się do ściany,
nudna rozmówczyni o monotonnym głosie,
szukasz dźwięku dla słów przebudzenia.
Wiem, że znów nas jest mniej o Twój sen
i świt mocniej nas połączy snem życia,
które u innych zanika z ironią jedzenia,
picia, seksu, podróży, snów bez eklogi.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s