Świętość i bluźnierstwo w „Bezduszy” Tomasza Gila

Pierwsze zetknięcie się  z  utworami debiutanckiego tomiku Tomasza Gila  ?Bezdusza”, wydanego przez Wydawnictwo LIBRON  w 2014 roku, może o tyle zaskakiwać  czytelnika, że jest on od razu wciągany w artykulację z „pomiędzy” Poeta z Krakowa wychodząc daleko poza tradycyjne konwencje mowy wiązanej, przywołuje sekwencje- czasami halucynacyjne- wizji i refleksji, kreśli językiem obrazy, które mogą być kliszą właśnie przerwanego snu-koszmaru. Przyznam, że odczytywaniu tych  wierszy towarzyszy silny niepokój, ale też mam wrażenie, że ich poetyka, to także próba wyjścia poza sztywne ramy racjonalizmu. Podobnie jak kiedyś u Wielemira Chlebnikowa szukanie języka pozarozumowego; skupienie się na tym, co wewnętrzne, jakby już poza językiem, i co dopiero później może stać się źródłem aktu twórczego właśnie przy pomocy słów. Ponadto „Bezdusza” w warstwie treściowej, nastroju, brzmieniu i niemal zaklęciach, to ustawiczne zmierzanie do metafizycznych rozważań o obecności Boga w człowieku i człowieka w Bogu. Tęsknota za Absolutem i bolesne, wciąż jątrzone, odczuwanie jego braku:” Przyjdź proszę,/ przyjdź i oddaj mi wiarę w Ciebie/ (…) / Przyjdź / bez korony i cierni, / bez przekłutego boku, bez ran(…)” Równie dobitnie wyraził to w „Pater Noster”-„(…)Ojcze Smutku,rozpaczy, lęku i braku radości.Bądź/ Tylko Bądź / (…)” Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, wręcz podkreślić, że religijność liryki Gila nie ma obiegowego znaczenia. Jest ciągłym wahaniem, rozdarciem między sacrum i profanum.

Najgłębsze przeżycie religijne zdaniem tego  poety- szukając analogii z  terminologią choćby Sorena Kierkegaarda- łączy się z „lękiem drżeniem”. Z tej przyczyny ” religijność” w ujęciu Tomasza Gila to skłócenie z Bogiem, światem, z samym sobą. Przepełnione gniewem  bluźnierstwa i rzadkie chwile ukojenia, w których  następuje uznanie rzeczywistej wszechpotęgi, świętości Stwórcy. Niekiedy towarzyszy tej liryce, pisanej też z aforystycznym zacięciem, gorzka ironia: ” W imię Boże, idę na odsiecz Telewizji Trwam./ (…) / Modlę się o upadek obecnego rządu- To Żydzi i komuniści./ Pan Bóg wysłucha/ Pan Bóg zrozumie/ Pan Bóg da łaski ” Od czasu do czasu pojawiają się wątki z kręgu deizmu : „(…)/ Mój Bóg gdzieś się schował- pamiętam o nim” Oczywiście dialog z  Najwyższym nie jest  prowadzony  z równoważnych pozycji, pomimo tego, że autorowi „Bezduszy” niekiedy udaje się wykonać romantyczny, prometejski  gest Konrada. Najczęściej czuje się więźniem cierpienia, melancholii, rozpaczy, których początek, rozwój i kres wyznacza przecież Pan Wszechrzeczy. Dochodzi do naznaczonej głębokim tragizmem teodycei; bezmiar nieszczęść, wszechobecne zło, których codziennie doświadczamy, są może jedynie sprawdzianem niezłomności  naszej wiary, może to jedyna droga prowadząca do surowego Boga. Pisze o tym w „Krwawych łzach”-„(…) To dalszy ciąg opowieści o ofiarowaniu syna Abrahama(…)” Jednakże nie zapomina, że jest On również transcendentny wobec świata i ludzi, i poza zasięgiem niepodważalnego doświadczenia, poza wszelkim aktem świadomości.

Większość stron „Bezduszy” to liryczne rozważania o charakterze filozoficzno-teologicznym, ale nie tylko to stanowi o wadze książki. Znajdziemy również w niej  nierzadko wstrząsające, dogłębnie szczere dopowiedzenia- wierszem, poetycką prozą- do odwiecznej kroniki ludzkiej nadwrażliwości, udręki, obłędu. Autor z racji zawodu (jest lekarzem psychiatrą) codziennie styka się z sytuacjami granicznymi, nad którymi ciąży-  stale rozpostarty- cień śmierć. W  ostatniej części  tomiku -„Zapiskach z pracy” motywem wiodącym po labiryntach ludzkiego nieszczęścia jest próba niesienia ratunku dla sześćdziesięcioletniej Anny, od wielu miesięcy umiera ona na psychozę. Towarzyszy temu lęk przez zobojętnieniem, popadnięciem w rutynę , znieczulicą; uwłaczają etosowi człowieka i lekarza. Równocześnie pełna identyfikacja z cierpieniem tak wielu ludzi grozi swoistym auto da fe wobec samego siebie. O swoich podopiecznych Tomasz Gil pisze ze zrozumieniem, wręcz  z czułością: „(…) Tacy mali bogowie, nikomu niepotrzebni,/ skrzywdzeni za murami szpitali i DPS-ów (…)” W ich nieszczęsnym losie również dopatruje się działań przewrotnego i obojętnego Boga. Dobrym tutaj przykładem jest utwór „Zmęczenie’: ” (…) / historie samotności, / pierwotny lęk  i strach / zasiany ręką Najwyższego / (…)/ Bóg zamknął oczy/ zostawił Chaos we mnie)’

Niewątpliwie” Bezdusza”- debiut książkowy „Tomasza Gila- to przede wszystkim naprawdę ważny głos w dyskursie poetów  z czytelnikami. To ponadto bardzo ciekawy zbiór utworów, które nie rozświetlają mrocznych zakamarków duszy, nie namawiają do łatwego optymizmu. Zbiór intrygujący także brakiem narcystycznej, typowej dla wielu mistrzów pióra, autokreacji i dogłębną, bolesną, wiwisekcją własnej osoby. Nie jest to tomik wyrozumowany, ale- pomimo obfitości tropów, skojarzeń natury intelektualnej- na wskroś emocjonalny. Emocjonalne podejście do twórczości ma też wpływ na dobór utworów; można odnieść wrażenie, że niektóre wątki, motywy są powtarzane i wciąż powracają. W związku z powyższym  „Bezdusza” jedynie potwierdza tezę, że większość poetów przez całe życie pisze- w różnych konfiguracjach treściowych i stylistycznych- jeden, jedyny wiersz.

Advertisements

One thought on “Świętość i bluźnierstwo w „Bezduszy” Tomasza Gila

  1. Pingback: Esej Marka Sienkiewicza o „Bezduszy” | pietnasta-pietnascie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s