Zbigniew Herbert i „Martwa natura z wędzidłem”

Właśnie minęła 90 rocznica urodzin ” księcia poetów’ Zbigniewa Herberta. Pod koniec swojego, bynajmniej nie arkadyjskiego, życia poprawiał, cyzelował, kończył książkę, w której z upodobaniem miniaturzysty, jakże często misternymi sztychami prozy, namalował portrety umarłych. Życie pośród śmierci to nie tylko obcowanie z nią, to również dochodzenie jej obecności w sztuce, w całej kulturze. Chronić pamięć o przeszłości, zanurzać się w jej odmęty, paradoksy i irracjonalizm- taki zapewne cel przyświecał poecie, gdy przygotowywał „Martwą naturę z wędzidłem”. Przy jej pisaniu po raz kolejny udowadniał, że w każdym akcie tworzenia kieruje się wyłącznie własną wolą, chodzi swoimi ścieżkami.Jest całkowicie niezależny.w spojrzeniu i poglądach na temat tradycji, co zresztą po raz kolejny udowodnił w późniejszej  książce „Król mrówek.Prywatna mitologia” pisząc o mitologi wbrew ustalonym kanonom i na przekór potocznym przekonaniom.

Herbert portretuje Złoty Wiek Holandii w sposób mało konwencjonalny. Nie koncentruje uwagi na postępie, bogactwie, wiedzy, ogromnych dokonaniach literatury i malarstwa, co czyniło wielu przed nim, ale na nienawiści, religijnych obsesjach, konfliktach i tragediach ludzkich. Pisze o przestronnych salach muzeów również odmiennie od większości wnikliwych  badaczy tego okresu. Nie skupia się na Rembrandcie, Vermeerze, następnych Brueglach, a przywołuje z zakamarków przeszłości Jana van Goyena, Terborcha, Torrentiusa ( pozostała po nim tytułowa „Martwa natura z wędzidłem”). Warto w tym miejscu przypomnieć, że ten ostatni był autorem obrazów zgoła pornograficznych ( w zbiorach królów Anglii była jego ” Kobieta oddająca mocz do ucha mężczyzny” ), poza tym niepoprawny hulaka, bezczelny bawidamek i prekursor ówczesnej cyganerii, którego jedynie cud uratował przed stosem w tym wówczas surowym, kalwińskim kraju. Przy lekturze tego zbioru esejów, pełnych poetyckiej magi opowieści, miałem częstokroć wrażenie, że Herbert pragnie dotknąć odwiecznego marzenia o pokonaniu śmierci, o zbawieniu człowieka poprzez piękno i sztukę.

Akt śmierci zapewnia cykliczną ciągłość materii i pamięci. Umożliwia ciągłe budzenie, przywoływanie już zmarłych- to zmartwychwstanie może być też wyobrażeniem naszego odchodzenia. Jak memento brzmi przypowieść z części „Apokryfy” o samotnym umieraniu Jana Swammerdama, pierwszego badacza owadów i autora „Miraculum naturae”. Opuścili go wszyscy, lecz ulegamy też przemożnej mocy przypuszczenia, że nawet najbliżsi, otaczający przysłowiowe łoże, nie mają możliwości przenikania do cna cierpienia, niepewności, lęku osoby odchodzącej z ziemskiego padołu. Każda śmierć nosi w sobie i na sobie brzemię osamotnienia. Herbert opisuje bezsensowne morderstwo na Długim Gerricie, dwumetrowym mocarzu łamiącym podkowy na jarmarkach. Ta postać może być przyczynkiem do dyskusji o absurdalności, nierzadkiej tragifarsie, przypadkowości istnienia- częstokroć towarzyszą przechodzeniu do innego świata. Szczególnym zainteresowaniem darzy poeta agonię. Zakończenie książki, opowiadanie o kupcu, którego portretu nie namalował Rembrandt, jest  jakby arią o przeczuwanym i spodziewanym kresie: „Niewiele zostało czasu.Jutro, pojutrze wejdzie służąca ze śniadaniem i wyda krótki okrzyk” Tylko tyle i aż tyle po pełnym niepokoju i trwogi  przechodzeniu z bytu do niebytu. Cała reszta to sprawa wspomnień,  których treść i doniosłość kształtują jeszcze żyjący.

„Martwa natura z wędzidłem”  to nie tylko możliwość obcowania z wyrafinowaną  erudycją  poety spraw tragicznych. Książka ma dla mnie  także wartość sentymentalną; kiedyś czułem na twarzy wiatr z Schevenigen, chodziłem po salach Rijksmuseum, przypatrywałem się z bliska  śladom historii Hagi i Delft, Herbert napisał ją po ostatniej podróży do Holandii w 1991 roku i w dużej mierze poświęcił meandrom przeszłości. stworzył mniej lub bardziej wyobrażone portrety zmarłych. Współistnieje z tym pragnienie przeniknięcia i nazwania istoty skończoności, skupienie się na egzystencjalnych problemach, o których teraz  zazwyczaj  milczą pisarze i czytelnicy „nowego typu” ( Zygmunt Bauman nazywa ich „zbieraczami wrażeń”)

 

Reklamy

One thought on “Zbigniew Herbert i „Martwa natura z wędzidłem”

  1. Marek Czerski

    To nie jest komentarz, lecz uwaga ogólna od czytelnika wyłącznie do wiadomości Autora. Liczne Pana uwagi, spostrzeżenia, mini-eseje itd. zasługują wg mnie na lekturę i przemyślenie z szacunkiem i wdzięcznością dla Autora. W Pana dorobku blogowym są jednak dwie łyżki „dziegciu”: po pierwsze, intelektualna wartość i poziom poszczególnych tekstów są bardzo nierówne: obok tekstów, które bez bólu można pominąć, są też wypowiedzi – wg mnie – naprawdę wartościowe i przemyślane. Druga „łyżka dziegciu w beczce miodu” to zwykłe niedopatrzenia redakcyjne, które robią wrażenie, iż Autor nie zawsze czyta z dostateczną uwagą swój tekst przed jego publikacją i być może nie praktykuje pozostawienia tekstu, by dojrzał do publikacji. Ponieważ nie piszę tego jako redaktor Pana tekstów, tylko czytelnik, więc nie przytaczam cytatów i źródeł. Pamiętam jednak, że bodaj dwa razy wypadło z tekstu słowo, którego palce pewnie nie nadążyły przetworzyć na druk, bo myśl pomknęła dalej. Są też niejasności językowe: chociażby „ludzie różnego asortymentu”. Być może była to zamierzona figura stylistyczna, ale bez jej zasyngalizowania, takie sformułowanie daje powód do przypuszczeń, iż autorowi zdarzyła się „przekładka” „autoramentu na „asortyment”. Są też zwykłe literówki. Człowieka takiego jak ja, który zawodowo para się słowem i ma za sobą lata pracy redakcyjnej, tego rodzaju potknięcia po prostu irytują i o Autorze nie świadczą pochlebnie. To dość powszechna cecha ludzi piszących i historia literatury zna doskonale „pot i łzy” redaktorów dzieł nawet najwybitnieszych pisarzy. Tyle, że pisarze ci mogli sobie pozwolić na luksus niedopracowania, bo pomiędzy nimi a czytelnikiem był redaktor. Pan i wszyscy blogowicze tego komfortu nie mają! Wnoski z tych dwóch spostrzeżeń pewnie są oczywiste. Jako pokorny czytelnik, proszę więc o ich rozpatrzenie.
    Pozdrawiam, oczekując na kolejne wartościowe teksty

    Marek Czerski

    PS. Moją wypowiedź po przeczytaniu proszę oczywiście skasować. Niestety nie widzę innej drogi komunikacji z autorem.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s