Ks. Jan Twardowski i budzenie nadziei

Zmarły ledwie kilka dni temu, jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku Stanisław Barańczak, częstokroć  twierdził, że poezja winna być ustawicznym, niezłomnym buntem przeciwko przemijaniu, cierpieniu, śmierci. Zupełnie inaczej do tego zagadnienia podchodził w swojej liryce ks.Jan Twardowski, niewątpliwie najbardziej doceniany oprócz równie metafizycznych Wacława Oszajcy i Janusza S.Pasierba, z duchownych parającym się poetyckim rzemiosłem i kunsztem. Według niego na ból, upokorzenie, samotność, wreszcie śmierć można patrzeć w duchu nadziei, również poprzez takie doświadczenia zagłębiać się w mądrość, zyskiwać ukojenie.

Debiutował jeszcze przed wojną tomem „Powrót Andersena” z 1936 roku. Potem milczał przez wiele lat, skończył polonistykę, przyjął święcenia kapłańskie i na dobre zaczął mówić wierszami o Bogu, dzielić się miłością, wiarą i ciepłym humorem dopiero od 1959 roku. Nigdy nie szukał rozgłosu, a dość szybko stał się niezwykle popularny. Może dlatego, że w poezji znajdował słowa, które potrafią łączyć ludzi, nakłaniać do dobra, dawać poczucie sensu w tym niespokojnym, pełnym dramatów świecie. Potrafił pięknie przekonywać, że nie można dzielić istnienia na sferę sacrum i profanum. Wszystko jest sacrum; święte są codzienność, praca, cierpienie, humor, śmiech, samotność i przemijanie, całe życie każdego z ludzi i jego umieranie. Urzeczywistniał sobą „Amo ergo sum” Gabriela Marcela, równocześnie jakby nawiązywał do poglądów św. Franciszka z Asyżu na temat naszych „mniejszych braci”; sądzić, że tylko człowiek posiada duszę, ma dostęp do głosu Boga, przeżywa radości i ból- cóż to za pycha i zaślepienie. Największym artystą zdaniem autora „Znaków ufności” jest Stwórca, a jemu, czasami mówił o tym żartobliwie, najlepsze strofy podpowiadał Anioł Stróż. Zapewne także te najsłynniejsze, o przezwyciężaniu miłością przemijania, z wiersza „Śpieszmy się” : ” Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą/ zostaną po nich buty i telefon głuchy/ (…)Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą/ i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą/ i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości/ czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą „.

Niezłomna wiara ks. Twardowskiego, ujawniana w liryce, składa się niejednokrotnie z paradoksów, niedopowiedzeń. Albowiem wielkość Boga w istocie zaczyna się tam, gdzie logika i racjonalizm kończą się. Poeta w swoich wypowiedziach często to podkreślał: ” Bóg jako największy artysta nie dopowiedział pewnych rzeczy do końca. Dzięki temu istnieje niesłychany urok życia, jest miejsce na na niepoznane i niewidzialne”. Zatem autor „Niebieskich okularów” idzie śladem neotomistów, kardynała Johna Newmana, Miguela de Unamuno i wciąż próbuje udowadniać,że Bóg jest bytem pozarozumowym, wymyka się poznaniu, jest ciągłym odkrywaniem tajemnicy na nowo:” czasem to co nielogiczne prowadzi do wiary/ gwiazda co spadła z nieba dla nikogo/ (…) / za wielki Pan Bóg żeby wejść do głowy” (” nielogiczne”). Równocześnie Stwórca wydaje się być również tym, który swój blask, światło rzuca nie tylko na człowieka, ale też na chrząszcze, biedronki, mrówki… Tutaj ks. Twardowski lirycznie kreował Boga, znanego nam chociażby z myśli Barucha Spinozy,ale to nie jest to samo. Przecież: ” Bóg jest tak wielki że jest choć Go nie ma/ tak wszechmogący że potrafi nie być/ więc nieobecność Jego też się zdarza/ stąd czasem ciemno i serce się tłucze” (” nieobecny jest”). Filozoficznie rzecz ujmując te strofy trącą nawet deizmem i można je wiązać z herezjami Woltera czy Rimbauda.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s