Jak w lustrze

Podąża śpiesznie, a chwilę później
przechodzi w idący naprzeciw pejzaż.
A ja znów patrzę na drogę bez kresu
i pamięcią przywołuję znajome twarze,
Wraz z nimi ulica zdąża w to miejsce,
które zastyga po drugiej stronie lustra.

Kobieta w czarnym płaszczu nie znika,
przyśpiesza krok w zgiełkliwym tłumie,
w którym nie znajduję śladów siebie.
Idzie tam, gdzie nigdy mnie nie będzie,
a przecież jeszcze przed krótką chwilą
tylko we dwoje staliśmy się rozstaniem.

Telemach Pilitsidis

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s