Archiwum kategorii: Uncategorized

Krótkie wiersze (40)

Vermeer

Resztę dni będzie nam opowiadał
Zarysem,snutym mgłą pejzażem Delft.
Zniewolony przez pamięć i nadzieję,
nieomal przeszły i zawsze przyszły
niczym nieograniczony Bóg mistyków.

Zmiana

Dziś znowu odwaga staje się domeną tchórzy;
Niepokornie pozwalają sobie na szalbierstwa
Z butą godną naszej niepamięci i beztroski,
Odmieniają swoje imiona, zasługi i ojczyznę
Jak kolejne prawdziwe szyderstwo z historii.

Lato ( dla K)

Ty jesteś jak piękno i Twoje kobiece,
Serce to jasność- wzbiera i rozkwita.
Wychodzę z cienia- dar słońca wzniecę
Ze światłem, które otula i nie zanika.

Reklamy

W radiu mówili

kiedyś temat leżał na ulicy

duch czasów miał duszę
wystarczały biało-czerwone słowa
z wybitną rolą podtekstów

o czym dzisiaj pisać ma ulica
gdy napiera obcy i wrogi tłum
zmienia się tylko blichtr dekoracji
sceny następują jak w czarnej komedii

dziś bezdomny leżał godzinami przy zbiegu ulic
trzymając jakiegoś zbolałego wróbla w garści
przy całym korowodzie roześmianych cieni

w radiu mówili
kiedyś temat leżał na ulicy
teraz chciałabym czasami
odwrócić od niej czuły dla świata wzrok

Annas

Krótkie wiersze (42)

Stanisław Banaś z ul. Letniej

Tak, odchodzimy z ciszą nocy. Teraz przed bliskimi, obcymi
jego niewyobrażalne życie. Niby poznane, opowiedziane,
sekretne, nieznane, nagle zaskakujące po długich latach.

Poranek

Wrzesień, poranek o smaku mocnej kawy,
długonogie nimfy już śpieszą do szkoły,
czyjś pies, nieznany, radośnie mnie wita,
czekam na wieści z Ulm i szept czułości
resztę dnia będzie na przekór upominał.

Vermeer

Patrząc z wciąż łagodnego brzegu rzeki
jak znika zarys osnutego mgłą Delft,
zobaczył wieczność jedynie w sztuce.

Vincent van Gogh i malowanie płomieniem

Współcześni nie znosili van Gogha. Nawet on sam nie mógł z sobą wytrzymać i niejako na własne życzenie skazywał się na samotność, cierpienie i brak zrozumienia przez otoczenie. Niszczyła go przede wszystkim bezkompromisowość w dążeniu do prawdy- w życiu i sztuce. Nie jest to teraz częste w środowisku artystycznym i w czasach powszechnej komercjalizacji, tabloidyzacji sztuki i skundlenia artystów, należy częściej powracać do szalonego Holendra jako przykładu twórcy, dla którego sztuka to esencja nonkonformizmu, fanatycznej odwagi w dążeniu do dogłębnej wiwisekcji samego siebie i świata. Wiąże się z tym ryzyko całopalenia-przypadłość wielu z niewielkiej garstki autentycznych geniuszy sztuki- i jego droga pod koniec życia do zakładu dla umysłowo chorych- najpierw w Arles, a potem w Auvers, nieopodal Paryża- była mu pisana z góry.

Krótkie wiersze (40)

Spojrzenie ( z Johna Steinbecka)

Niekiedy zauważał u swojego psa,
w wyrazie oczu smutek i pogardę;
a ten skrywał ją pod zadziwieniem.
I był przekonany,że psy w zasadzie
uważają ludzi za niespełna rozumu.

Przed burzą

Księżyc w rozłożonych dłoniach
ciemnych chmur. Kołysanka przed
chimerą burzy, pianola strojona
przez muzykę, nuta z kropli nieba.

Sierpień (dla K.)

Przenika nas czułe światło sierpnia,
o północy przywiedzie driady, najady,
które snom nie szepczą:”Do widzenia”
Będą z Tobą aż zjawi się kolejny świt
z tkliwością Erato w spojrzeniu rosy,
we wzniosłej poezji dnia przed nocą.

Z lokalnej łączki (10)

Przyszła kryska na matyska. W środę ( jak to mawiał James Joyce -„w szkodę”) w samo południe( niczym w słynnym westernie  z Gary Cooperem, którego ani na jotę nie przypominam, niestety) przy Ratuszu zaatakował mnie Waleczny Hufiec Pań Sprzątających w UM. Dowiedziałem się, że jestem głuptakiem, absolutnym leniem, który nic nie robi na rzecz mieszkańców Głogowa Zdroju i przypisuje sobie zasługi Króla Słońce min osławiony plener,, poza tym liczę tylko pieniądze ( ponoć jestem najbogatszym z radnych), a  na konferencjach prasowych siedzę przy Jego Ekscelencji przewodniczącym Rady Miasta, żeby się wywyższać, pysznić…( przy stole jest zazwyczaj tylko jeden mikrofon i trudno siedzieć gdzieś daleko dalej od Jego Ekscelencji)) Część członkiń Walecznego Hufca zagroziła pojawieniem  się na sesji RM, by „zrobić porządek z takimi jak ja ” i pewnie kilkoma innych z kręgu centroprawicy. Niby historyjka bez znaczenia, ale jednak zaintrygowała mnie ta wręcz wzorcowa, niebywale rozbuchana, krzykliwa i rozedrgana niechęć. Okazuje się, że Najjaśniejszy jest popierany nie tylko przez kawiorową lewicę, liberałów (tych od Johna Locke’a aż po Alberto Alesinę niezmiernie cenię), ale także przez osoby mogące z powodzeniem tworzyć jakąś fanatyczną sektę. Czy zatem WHPS  może być religijno-zbrojnym ramieniem UM lub zalążkiem jakiejś organizacji terrorystycznej, albo-co niezwykle interesujące-duchowym przyczółkiem do tworzenia „religii głogowskiej” ? Nie sądzę, nie popadajmy w przesadę,nie ulegajmy panice. Poza tym w gronie organizacji WHPS bywają także osoby mądre, wrażliwe i możliwe są tam rozłamy. Na razie traktuję   WHPS jako lokalną ciekawostkę polityczno-socjologiczną, godną podziwu chociażby ze względu na żarliwe angażowanie w sprawy Głogowa Zdroju, co nie jest zbyt częste wśród mieszkańców nadodrzańskiego
polis.

Głogów Zdrój to niejednokrotnie miejsce buntu przeciw skostniałym konwencjom, dające ożywczy impuls do powstawania swoistych fenomenów politycznych, które mogliby z powodzeniem opisywać uczniowie twórcy fenomenologii Edmunda Husserla. Weźmy chociażby pod „szkiełko i oko” przypadek byłego wiceprezydenta Głogowa, którego przebogatą wyobraźnię można porównywać nawet do literacko-filozoficznych imaginacji Bruno Schulza; znamienne, że podobnie do skromnego nauczyciela z Drohobycza korzysta z Bergsonowskiej teorii nieokreśloności, nieuchwytności człowieka, rzeczywistości i możliwości ich mitologizacji. Przez osiem lat był kojarzony z obozem politycznym Jana Zubowskiego, otrzymywał profity -zaszczyty ze spiżarni władzy, z list Komitetu Jana Zubowskiego został radnym w Radzie Powiatu, a jednak usilnie deklaruje, solennie zapewnia, że tak naprawdę i do głębi zawsze był niezłomnie niezależny, hardy, a swoje „sklepy cynamonowe” tworzył i teraz rozwija wyłącznie dla dobra ludzi. Tak, to istny fenomen; niby był z nimi, a nigdy nie był, kandydował z listy, na której nigdy nie był umieszczony, należy do klubu radnych Jana Zubowskiego, ale od momentu powstania nie był jego członkiem. Ze świecą można szukać takich polityków nawet w wymyślanej Nibylandii; nietuzinkowy, niepowtarzalny, niezwykły i obdarzony darem… przewrotnej prawdomówności Gdyby uwierzyć w alians byłego wiceprezydenta z Pawłem Kukizem, mógłby swoją Jedyną Osobę symbolizować Trójcę Polityczną. Czy Świętą? Ale jak to mawiali starożytni:”Omne trinum perfectum”(„Wszystko co potrójne jest doskonałe”). I proszę nie uśmiechać się pod nosem…

Przepełnieni dobrą wolą i w zgodzie: Stowarzyszenie Patriotyczne, prezydent i radni dołożyli wszelkich starań, by obchody 71 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego wypadły okazale. Rekonstrukcja przy Ratuszu miała charakter memento, nie było odwołań do narodowego triumfalizmu, albowiem ten powstańczy zryw- tragiczny i najkrwawszy w naszych dziejach- winien być okazją do pogłębionej refleksji historycznej, kształtowania postaw politycznych na przyszłość. szansą na odkłamywanie i racjonalizowanie naszej martyrologii. Przypomnę, że w Komendzie Głównej AK było wielu przeciwników włączenia do planu „Burza” Warszawy m.in płk. Stanisław Tatar, płk. Mieczysław Drobik, a Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski zakazał wywoływania powstania, ale rozkaz dotarł do dowódcy AK gen.Bora-Komorowskiego i dowodzącego działaniami wojskowymi płk. Antoniego Chruściela „Montera” dopiero 6 sierpnia 1944 roku. Wśród powstańców byli żołnierze AK, ok.800 z NSZ i oddział AL mjr.Bolesława Kowalskiego,  grupy ŻOB Icchaka Cukiermana i Marka Edelmana – swoista, bo jakoby wykluczająca się poprzez zawarte w niej elementy mozaika narodowościowa i polityczna. Największych masakr i zbrodni dokonywali członkowie SS „Dirlewanger” , Ukraińcy z RONA pod wodzą gen.SS Stanisława Kamińskiego i własowcy z ROA. Hekatomba ludności cywilnej, dekonspiracja i zniszczenie struktur Polski Podziemnej( w miejsce AK powstała organizacja „Nie” gen. Emila „Nila” Fieldorfa),barbarzyńskie niszczenie stolicy, przyśpieszona sowietyzacja kraju…Jest o czym dyskutować. spierać się i  dochodzić do konstruktywnych, mądrych wniosków.

Z lokalnej łączki (9)

Niejednokrotnie w polemikach ze mną najjaśniejszy Król Słońce przywoływał postać poprzedniego prezydenta Głogowa i niedwuznacznie wskazywał, że kroczy jego śladami. Tak samo jak Jan Zubowski organizuje wszelakie święta i obchody zakończenia walk o Głogów, wycina drzewostan w szacownym mieście, ślimaczy się z pozyskaniem strategicznego sponsora dla piłkarzy Chrobrego itd. Zaczynam-częstokroć  przewrotnie- podejrzewać,  że Jan Zubowski jest dla obecnego prezydenta niepodważalnym autorytetem,wzorcem do naśladowania, wręcz pomnikową i otoczoną aureolą postacią; swoistą alfą i omegą w najróżniejszych dziedzinach ludzkiej egzystencji. Niezwykle szanuję, cenię inteligencję, uczciwość przywódcy duchowego głogowskiej prawicy, ale równocześnie uważam- to oczywiście potrzebny truizm- że nie ma ludzi bez skazy; nie obarczonych ciężarem żadnego niedoskonałości czy błędu. Namawiałbym Jasną Promienistość, żeby zaczął kroczyć jednak własną drogą- wszakże wcześniej niż później  Uczeń powinien odejść od Mistrza- i podejmował działania o wiele skuteczniejsze, aniżeli dotychczasowy chocholi taniec w sferze gospodarki, ekologii, sportu i polityki historycznej. Działania  na rzecz dobra, pożytku i pomyślności mieszkańców Głogowa Zdroju (zazwyczaj udawało się to Janowi Zubowskiemu. W innym przypadku można będzie podejrzewać, że Król Słońce już dawno zabłądził i nieprzypadkowo znalazł się scenerii  głogowskiej Cekanii, gdzie tworzy i przeistacza się w mitycznego Ulricha- „człowieka bez właściwości”- nie bez kozery przywołuję postać stworzoną przez Roberta Musila w iście cesarsko-królewskiej  powieści pod tym samym tytułem.

Zazwyczaj staram się w ogóle nie wspominać o innych-kolegach i znajomych- radnych albo mówić o nich jedynie dobrze i z sympatią. Zatem zgodnie z tą regułą kilka ciepłych słów o radnym-showmanie Sławomirze Majewskim. Lubię go chociażby za to, że podobnie do mojej najskromniejszej osoby, z estymą traktuje malarstwo Edwarda Muncha i jedną z najpiękniejszych muz w historii -Dagny Juel-Przybyszewską. Z ciepłym rozbawieniem przyjmuje jego złotouste i nader kwieciste- pełne hiperbolizacji i spiętrzeń barokowej metaforyki- wystąpienia na sesjach Rady Miasta, w których z tą samą żarliwością i namaszczeniem peroruje o dziurze w jezdni, potrzebie ozłocenia części Zamku, jak i niedożywionych dzieciach. Z uznaniem przyjmuję jego arcymedialne wystąpienia w obronie Króla Słońce; znaczną podwyżkę uposażenia prezydenta nazwał „upokarzaniem”- żądał maksymalnej, całościowo-permanentnej, jakby się dało-niebotycznej pensji dla Jego Miłości, a podziękowania Klubu Wyborców Jana Zubowskiego za „życzliwość, pomoc i wsparcie” przy plenerze malarskim „Człowiek chroni środowisko” dla najjaśniejszego Włodarza Miasta określił mianem „ostrego i zmasowanego ataku” na Jego Majestat. Jest w tym zarówno inteligentna gra paradoksami, ale również godna pochwały entuzjastyczna wiernopoddańczość, czołobitność wobec rządzącego od ośmiu miesięcy miastem. Muszę jednakże przestrzec zawszeradnego Sławomira Majewskiego- z cieplutką życzliwością- żeby nie uległ pokusie, bo ma skłonności i inklinacje ku werbalnej pomnikomanii, nazywania już w niedalekiej przyszłości naszego prezydenta na przykład „Geniuszem znad Odry” lub „Hamletem z Głogowa” ( choć radny od dawna przynależy do licznego klanu Poloniuszy) i wprowadzania ornamentów rytuału bizantyjskiego do obrad Rady Miasta; przyznaję, ja czasem używam podobnych określeń , lecz ich kontekst jest cokolwiek…żartobliwy).  Usilnie przestrzegam wszechradnego  Sławomira Majewskiego przed przekroczeniem tej cienkiej, słabo widocznej granicy, za którą zamiast lojalności jest li tylko wyszydzana śmieszność, tudzież nazbyt widoczna dla wszystkich, gargantuiczna karykatura wszelkiej wierności i wszelakiej władzy.

Okazuje się ,że o dalszym losie „małpy w klatce”, czyli popiersia Johanna Wolfganga Goethego w parku przy ul. Daszyńskiego w Głogowie zadecyduje Wojewódzki Konserwator. Po długich konsultacjach, naradach trwających miesiące, tysiącach uwag, sugestii i wniosków, tak zadecydowali uczeni urzędnicy z Ratusza. Apeluję już od czterech miesięcy, żeby usunąć to popiersie- obiekt niewybrednych kpin i komentarzy ze strony tubylców i turystów, niezmiennie wskazuję, żeby zastąpić je tablicą pamiątkową ku czci autora „Fausta”, ale nie przynosi to pożądanego skutku. W każdym razie zobaczymy jaki będzie dalszy los „małpy w klatce” A co na to sam mędrzec z Weimaru? Najpewniej przygląda się temu z ironicznym uśmieszkiem i być może dedykuje nam jeden ze swoich aforyzmów:” Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki przeszkadzają i są niebezpieczne” To zamiast puenty.