Przypadek Feliksa Mainlandera

Kolory uciekają w półcień, szarość i pleśń. Teraz
miasto okrywa się płaszczem z odcieniem jesieni.
Mrok wychodzi na spacer, lecz przestrzeni ubywa.
Zamiera powoli ruch. Zastygają ulice i witryny
z tandetnym blichtrem ubrań, sprzętów i marzeń.

Oprócz tego, co dane pięciu zmysłom, nic nie jest
pewne. Łóżko, krzesło, lampka nocna mogą tu istnieć
pod dotykiem ręki; nie są Ideami jak pisał Platon.
Resztą jest kruchość, przemijanie, igraszki jaźni;
marne oznaki poznania, kłamstwo lub samozadowolenie.

Powodzenie? Sukces? To gest aktora lub fajerwerki,
celebra wesela i postu. Nic ich tu nie uzasadnia.
Nawet niepokój i tęsknota w krzątaninie miłości.
Rękę podniósł do skroni, ale z naturalną elegancją,
należy przegrywać z wdziękiem, zawsze z wdziękiem.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2012

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s