Archiwa tagu: wiersz

W radiu mówili

kiedyś temat leżał na ulicy

duch czasów miał duszę
wystarczały biało-czerwone słowa
z wybitną rolą podtekstów

o czym dzisiaj pisać ma ulica
gdy napiera obcy i wrogi tłum
zmienia się tylko blichtr dekoracji
sceny następują jak w czarnej komedii

dziś bezdomny leżał godzinami przy zbiegu ulic
trzymając jakiegoś zbolałego wróbla w garści
przy całym korowodzie roześmianych cieni

w radiu mówili
kiedyś temat leżał na ulicy
teraz chciałabym czasami
odwrócić od niej czuły dla świata wzrok

Annas

Krótkie wiersze (40)

Spojrzenie ( z Johna Steinbecka)

Niekiedy zauważał u swojego psa,
w wyrazie oczu smutek i pogardę;
a ten skrywał ją pod zadziwieniem.
I był przekonany,że psy w zasadzie
uważają ludzi za niespełna rozumu.

Przed burzą

Księżyc w rozłożonych dłoniach
ciemnych chmur. Kołysanka przed
chimerą burzy, pianola strojona
przez muzykę, nuta z kropli nieba.

Sierpień (dla K.)

Przenika nas czułe światło sierpnia,
o północy przywiedzie driady, najady,
które snom nie szepczą:”Do widzenia”
Będą z Tobą aż zjawi się kolejny świt
z tkliwością Erato w spojrzeniu rosy,
we wzniosłej poezji dnia przed nocą.

Podróże z Tobą ( dla K.)

Wszystko w tej wędrówce pewne i bliskie,
matka szukająca w gniewie czułej Ciebie,
natchniona dziewczyna z tomikiem Lieberta,
pierwszej miłości nagłe wzloty i upadki,
tęsknota za dziećmi z Wysp Szczęśliwych
i szalone harce Sary nad rzeką Lete.

I najcieplejszy uśmiech Twój,
muzy miłosnej z ogrodów Północy,
z których prometejski zachwyt
przemijającą w bogactwie różnorodności
nieustającą urodą przybywającego świata.

Kasia i husky

Życie znów śpiesznie wyprawia Cię w podróż,
Żeby jeszcze jeden nieszczęsny los odmienić,
Wyrwać z pęt hycla i zaczarować istnieniem,
Które dziką radością rozbryzguje nurt rzeki
i zanurza się błogo w bujność łąk zielonych .

Teraz znowu więcej dowiesz się o tęsknocie
-Przejęta zmartwieniem i miną rozbawienia-
Z początku nieśmiałej, nienazwanej czułości,
Wierności i szukaniu zapachu miłego cienia,
Który przeniknie w powracające dni i noce.

Żydzi głogowscy

Jakże krótka jest lista obecnych umarłych,
Krótka jak wpół urwany jęk i gasnący wzrok;
Nim przeniknie to w cień, odejdzie do Szeolu
I pojawi się z echem w cichnącym memento.
Profesor Dan.F. Cohn słyszy nerwowy tupot,
Dudnią, zbliżają się kroki Kainowych synów,
Dźwięk tłuczonych szyb nasila się i poraża,
Nieruchomieje w głosie znów jątrzonej rany.
Werner Friedmann jaśni ogniem synagogi
Ciemność snów, z których uchodzi pasterz.

Nie milknie w nich kristiallnacht- dławi kadisz,
Głośny szloch wstrząsa językiem Sary i Israela-
Nie przypuszczali, że śmierć weźmie tak wielu-
Wciąż biją się w pierś:”Boże- jesteśmy grzeszni”
Kurczowo powtarzają słowa łaski, roją o nadziei,
Która najczęściej dawała to, czego nie chcieli.
Getto w Rynku 40 i blisko ulicy Parafialnej,
Stłamszenie w jednym miejscu obaw i rozpaczy,
Za murem miasto; dostawcy chleba, klaksony,
Chichot dzieci i radość w obojętnym tłumie.

 

——————————————-
Drzewa w Głogowie widziały pożogę i wiatr
Rozpamiętuje płacz osieroconego Mojsze,
Stary kamień przy drodze jest tu modlitwą,
Księgą z psalmów rytą dymami i popiołem.
Każdy dzień rozpoznaje w sobie ich twarze
I strwożeni lękiem stają się nami nocą.